Związek z obcokrajowcem a nauka języka

Opowiem Ci dziś o tym, jak się ma związek z obcokrajowcem do nauki danego języka obcego.

Generalnie opcje są dwie: może się mieć nijak, a może mieć duży związek. Opcje pośrednie zdarzają się raczej rzadko.

JEŚLI MA SIĘ NIJAK…
Załóżmy, że jesteś w związku z, dajmy na to, Hiszpanem. Paellę opierniczysz, no bo przecież chłop dobrze gotuje. Alvaro Soler słychać na bieżąco, i gdyby nie to, że nie jesteś z gumy, a po ostatnich zajęciach zumby coś Ci strzyknęło w prawym biodrze, latałabyś na nie codziennie. Wiesz dużo o kulturze Hiszpanii, i samo brzmienie języka bardzo Ci się podoba, ba! nawet przemknęło Ci przez myśl, żeby się go uczyć. Ale się nie uczysz.

… TO DUŻO TRACISZ!

Oto zbiór moich mniej lub bardziej poważnych przemyśleń w temacie związków i nauki języka obcego.

Jak już masz tego native’a w domu i uczysz się jego języka ojczystego, to:

1. TWOJA ZNAJOMOŚĆ JĘZYKA SZYBKO SIĘ POGŁĘBIA
Proste i logiczne. Twoja druga połowa prędzej czy później zacznie używać w Twojej obecności bardziej złożonych zdań i zaawansowanych konstrukcji gramatycznych. O idiomach i powiedzonkach nie wspomnę. Pozostaje otworzyć uszy. Bylebyś się pilnowała, żeby nie wylecieć do (przyszłych) teściów lub, co gorsza, młodszych członków rodziny, z jakimś niecenzuralnym tekstem. Bo takich też się nauczysz. Albo mimochodem, albo całkiem celowo. Ja jestem w tej drugiej grupie. Mąż myślał, że w pierwszej. I choć zawsze zwracamy się do siebie z szacunkiem, okazało się, że potrafię już puścić po włosku całkiem niezłej jakości wiązankę. Mina męża bezcenna.

2. MASZ KOGO ZAPYTAĆ, GDY BRAKNIE CI SŁÓWKA
Taki chodzący słownik, nie? I do tego wszystko tłumaczy z przyjemnością, a nie z musu.

3. MASZ KOGO POPROSIĆ O POMOC
Ale że co? Że się wstydzisz? Z założenia Twój wybranek to najbliższa Ci osoba. Możesz zapytać o rzeczy, które wydają Ci się bardzo podstawowe. A nawet jeśli faktycznie takie są, to co z tego?

4. MOŻECIE OBEJRZEĆ WSPÓLNIE FILM
Bez szukania wersji z napisami. I to jest super!

5. BYWA ZABAWNIE. A NAWET BARDZO ZABAWNIE
Zaczynając od false friends, a na ciętych ripostach kończąc – jest wesoło, a przecież chyba o to chodzi, prawda? 🙂

6. MOŻE NA BIEŻĄCO POPRAWIAĆ TWOJE BŁĘDY
Oczywiście, jeśli o to poprosisz. Albo też, jeśli nie poprosisz. Czasem dla żartu może poprawiać dosłownie wszystko, i wtedy w zależności od ilości dystansu, jaki masz do siebie, może być mniej lub bardziej wesoło. Miejmy nadzieję, że bardziej.

7. WIĘŹ JEST SILNIEJSZA
Nic tak nie zbliża ludzi, jak znajomość rodzimego języka rozmówcy. No chyba, że Nokia. Ale jednak jestem zdania, że nie aż tak 😉 Widzę to po nas, odkąd praktycznie nie używamy angielskiego (czyli od dłuższego czasu), komunikacja dużo zyskała.

8. SZYBKO ZACZNIESZ MYŚLEĆ W JĘZYKU OBCYM
Serio. I nie mam tu na myśli automatycznego przypomnienia w myślach „Muszę kupić chleb”. Gdy będziesz dużo rozmawiać, w pewnym momencie zorientujesz się, że myślisz w Jego języku. Cudownie!

Jeśli jesteś w związku z obcokrajowcem i jego język ojczysty nie przypadł Ci do gustu i nie chcesz się uczyć – rozumiem. Jeżeli natomiast masz naukę w planach, albo już zaczęłaś, ale „cośtam” – weź się do roboty, kobieto, bo sporo tracisz.

Zapraszam Cię na wyzwanie językowe, które odbędzie się 1-7.lipca w mojej grupie na FB Matki Poliglotki i będzie dotyczyć nauki nowego języka od podstaw. Jeśli potrzebujesz wsparcia  lub nie wiesz, jak zacząć, koniecznie do nas dołącz!

Podziel się!