Rozwój osobisty – ale po co Ci to?

Doszły mnie słuchy, że istnieje rodzaj ludzi, którzy potrafią zadać chcącej się rozwijać młodej matce pytanie „Po co ci to?”. Serio. A zatem dzisiaj artykuł właśnie na ten temat. Jestem Matką Poliglotką, to fakt, ale akurat tutaj można spojrzeć na problem nie tylko w świetle nauki języków.

W pozornie niewinnym pytaniu „Po co ci to?” kryje się bardzo nieładna podszewka, która zazwyczaj szybko wychodzi na wierzch, ukazując (mam nadzieję, że tylko) wąskie horyzonty pytającego (a nie zwyczajne chamstwo). Być może pytający nie wie, że masz zamiar zdobyć jakiś certyfikat, skończyć studia podyplomowe czy kurs w celu uzyskania lepszych dochodów i rozwoju własnej osoby. Być może w ogóle nie widzi sensu w Twojej pasji. Niestety, z tego, co od Was usłyszałam – a raczej przeczytałam – najczęściej chodzi o brak zrozumienia dla takiej konfiguracji, gdzie kobieta zajmuje się (najczęściej jeszcze małym) dzieckiem, „siedzi” w domu, i przy tym chce wykorzystać część czasu na własny rozwój.

Oto, jakie mądrości można usłyszeć:

  1. Nie masz co robić? Siedzisz w domu, to coś zrób.
    Ale że tak całymi dniami masz latać przyklejona do mopa? Albo prasować (o ile prasujesz)? Twój rozmówca albo jest pedantem, albo myśli, że mieszkasz w chlewie. Proszę państwa, chlew się nie robi od tego, że pani domu chce się rozwijać. I na przykład czytać literaturę branżową. Zapisanie się na studia podyplomowe również nie sprawi, że zaniedba ona dom i nagle pojawią się pająki i karaluchy, które będą w domu tak długo, że trzeba będzie nadać im imiona. Nie można w kółko sprzątać! Życie jest ciekawe, naprawdę!

    2. Weź się zajmij dzieckiem.
    A nie zajmujesz się? Jest głodne, zaniedbane, smutne, całymi dniami leży samo? Nie? No właśnie. Poza tym, zwolenników ciągłego sterczenia nad dzieckiem i rzucaniem w niego piętnastoma zabawkami na sekundę zachęcam do poczytania o tzw. przebodźcowaniu. Dziecko potrzebuje spokojnego czasu dla siebie. Potrzebuje sobie posmerfować, mając matkę w pobliżu. A matka może ten czas wykorzystać dla siebie samej. Nie wspomnę o tym, że małe dzieci najczęściej ucinają sobie w ciągu dnia jedną lub kilka drzemek. Przez ten czas można wpatrywać się w bobasa rozanielonym wzrokiem, ale można też poczytać książkę, pouczyć się języka, pisać bloga, robić notatki albo pisać pracę dyplomową. Uwielbiam patrzeć, jak Mały śpi, ale żeby tak cały czas?

    3. Bycie matką powinno ci teraz wystarczyć. 
    Mama to bardzo ważna i odpowiedzialna rola. I do tego piękna. Nawet jak Cię maluch obrzyga trzy razy na dzień, to jest to słodkie i urocze. Mówię to bez cienia ironii, a jestem matką małego ulewacza 😉
    I jeżeli bycie matką wystarcza kobiecie, by czuć się spełnioną, to cudownie! Ale jest sporo kobiet, które po pojawieniu się dziecka dalej postrzegają siebie jako chcące się rozwijać istoty. Albo dopiero po narodzinach pociechy zapala się w nich iskra, by się rozwijać. Może mają ambicje, które zwyczajnie sięgają poza domowe pielesze, i choć dziecko jest najważniejsze, cała reszta dla nich nie zniknęła. W tym również nie ma nic złego.

    4. I tak ci się to nie przyda, bo siedzisz w domu.
    To, że kobieta spędza większość czasu, przebywając w domu po urodzeniu dziecka, jest normalne. Ale, o ile nie ma zamiaru powrócić do pracy, albo nie ma zamiaru robić już nigdy nic poza tym, co robi, zajmując się domem, KIEDYŚ dana umiejętność czy wiedza jej się przyda – cokolwiek robi dla swojego rozwoju, będzie miała możliwość to wykorzystać lub rozwinąć, na przykład wtedy, gdy maluch podrośnie na tyle, by postawić stópkę na terenie przedszkola. Albo żłobka. To nie jest tak, że ta kobieta już nigdy nie będzie robić nic innego niż opiekować się dzieckiem. Dzieci rosną, heloł. A nawet idą do szkoły! A potem na studia! A tak na marginesie – mama w domu nie może mieć swojej pasji, jak każdy inny człowiek?

    Obojętnie, co jest powodem takich uwag – a na pewno nie jest to troska – Ty, jako matka, nie bierz ich do siebie. Puszczaj mimo uszu. To Ty wiesz najlepiej, czego chcesz, i wiesz też, że zajmujesz się swoim dzieckiem najlepiej jak możesz. Masz prawo mieć swoje pasje. Masz prawo się rozwijać, jeśli tylko chcesz. A Twoja pociecha za jakiś czas na pewno będzie Cię wspierać i będzie się cieszyć, że mama ma fajne zainteresowania, albo, że robi ciekawe rzeczy w pracy. Pod warunkiem, że nie zrezygnujesz ze względu na opinie osób, które, powiedzmy sobie szczerze, bardzo często nie mają z Tobą zbyt wiele wspólnego. Jesteś dorosłą kobietą, do cholery! Jeśli inni mają problem z tym, że chcesz robić rzeczy, które są dla Ciebie przyjemne i/lub mają przysłużyć się Twojej przyszłości (i również przyszłości Twojego dziecka), to… ich problem.
    *

    Zapraszam Cię do grupy Matki Poliglotki, gdzie wzajemnie wspieramy się w nauce języków – jeśli nie jesteś mamą, nic się nie martw, grupa jest otwarta na wszystkich!

    Lubię Instagram, zajrzyj do mnie: BLOGKSIĄŻKI,   PLANOWANIE  🙂

Podziel się!