Jak zacząć się uczyć języka obcego?

Masz marzenie nauczyć się jakiegoś języka obcego. Potem marzenie przeradza się w postanowienie. Zbierasz materiały, niby jesteś gotowa, siadasz i… klops. Nie idzie. Ba, nawet nie zaczynasz, bo zastanawiasz się, JAK. To ja dzisiaj powiem Ci, jak 🙂

Zacznijmy od organizacji sesji nauki.
Brzmi poważnie? Bo to jest poważna sprawa! Wszystko zaczyna się od planu. Jeśli go nie masz, jest duże prawdopodobieństwo, że Twoja nauka będzie stać w miejscu. Jeśli, tak jak ja, na samym początku nauki składasz wizytę w księgarni językowej, a po Twoim wyjściu półka z materiałami wygląda jak po plądrowaniu (nie, że sajgon, tylko, że tyle ubyło), to istnieje prawdopodobieństwo, że gdy już uda Ci się przytargać wszystkie zakupione tomiszcza do domu, nie będziesz wiedzieć od czego zacząć. Oczywiście, jeśli uczysz się samodzielnie już długo, od razu będziesz wiedzieć, że „to na teraz”, a „tamto odłożę i poczekam, aż będę na A2”. Tak jak pisałam w artykule na temat doboru materiałów, na początek jest Ci potrzebnych tylko kilka podstawowych źródeł. Masz je już? Super! Zatem czytaj dalej.

Zastanów się teraz nad kilkoma rzeczami, a zorganizowanie sesji nauki przyjdzie Ci bardzo łatwo:
1. MIEJSCE I CZAS
Wybierz takie miejsce, w którym jesteś w stanie się skupić. To nie musi oznaczać, że ma tam panować idealna cisza. Lubisz, gdy w tle jest harmider? Spróbuj pouczyć się w kawiarni! Albo włącz w domu radio.
Miejsce do nauki powinno być też bezpieczne. Wiadomo, nie pójdziesz się uczyć w krzaczorach, gdzie o różnych porach dnia można spotkać na przykład panów konsumujących alkohol 😉 Pewnie nie usiądziesz też na środku jezdni – chodzi mi o takie miejsce, gdzie dobrze się czujesz. Jeśli wybierasz naukę na łonie natury, pamiętaj, że mrówki i osy to też część natury, i o ile może Cię nie zaatakują, mogą rozpraszać.
Odkrywaj nowe miejsca – a nuż dojdziesz do wniosku, że świetnie uczy Ci się tam, gdzie jeszcze miesiąc temu nie postawiłabyś nogi.
Pamiętaj, by uczyć się o takiej porze, żeby Twój mózg coś tam jednak przyjął 😉 Obserwuj siebie, już po kilku dniach zorientujesz się, kiedy uczy Ci się najlepiej. Dąż do tego, by w tych porach wykroić czas na naukę. Choćby pół godziny. Choćby piętnaście minut. Piętnaście minut to dużo, usiądź z książką, to się przekonasz 🙂

2. BRAK LUDZI
Nie chowaj się w szafie ani nie rzucaj długopisami w każdego, kto pojawi się na horyzoncie – unikaj jedynie nauki w miejscach, gdzie ktoś może Cię zagadywać. Albo, innymi słowami, unikaj osób, które nie rozumieją, że chcesz się uczyć. Nie wdawaj się w rozmowy, grzecznie przeproś i zabierz się do nauki albo… przenieś się gdzie indziej. Niestety nie do każdego dociera słowo mówione, a wiele osób ma niepohamowaną potrzebę nawijania makaronu na uszy. To super, ale pogadacie sobie innym razem. To samo tyczy się Fejsa i innych internetowych rozpraszaczy 😉

3. COŚ DO PICIA I ZOSTAW TEGO PĄCZKA W SPOKOJU
Weź sobie coś do picia. Kawa jest okej, pod warunkiem, że wypijesz ją od razu, a nie będziesz latać co 10 minut do mikrofalówki (To akurat ja, ja tak robię, piję i jem bardzo powoli, i nieraz muszę podgrzewać, przez co się rozpraszam.) Dlaczego nie powinnaś jeść w trakcie nauki? Po pierwsze, przekąska, po którą musisz się przejść do kuchni, może równać się małej przerwie, której Twój mózg potrzebuje (Uwierz mi, jeśli dopiero zaczynasz, potrzebuje jej tym bardziej!). Po drugie, po prostu się rozpraszasz. Pyszny ten wafelek, ale o! ukruszył się, musisz szybko pozbierać i wyrzucić, bo przyjdzie pies i zeżre. Ubrudziłaś się, więc koniecznie musisz umyć ręce, etc. Pączek poczeka. Pączek rozumie.

4. COŚ DO NOTOWANIA – JEŚLI NOTUJESZ
Kto lubi kolorowe długopisy, ręka do góry! A kto nie lubi, ten pozostaje przy standardowych kolorach (podobno lepiej nam się uczy, czytając notatki zrobione granatowym lub niebieskim atramentem). Zdecyduj czy wolisz używać notesu/zeszytu, a może segregatora z kartkami? Gdy już będziesz mieć zestaw małego skryby, zastanów się, jak chcesz notować: za pomocą opisów, dwóch kolumn, rysunków, map myśli, albo może jeszcze inaczej?
Dobrym pomysłem jest robienie nagłówków w notatkach. Łatwiej się połapać i przyjemniej siadać do powtórek 😉
Wbrew pozorom, szczególnie dla leworęcznych bardzo ważny jest dobór odpowiedniego długopisu/pióra. Chyba, że lubisz mieć granatowe smugi na lewej ręce, to łap dowolny 😉
Jeżeli robisz notatki na komputerze, dobierz odpowiedni dla Ciebie program – np. Evernote.
Pomyśl też, w jaki sposób robić notatki, tj. w trakcie nauki czy dopiero pod koniec. Robienie notatek na bieżąco może Cię na początku rozpraszać.

5. PO KOLEI
Ile powinna trwać sesja? Tyle, ile jest dla Ciebie optymalne + ile masz czasu do dyspozycji. Na początek proponuję Ci pół godziny.
Pamiętaj, żeby przy dłuższej sesji co jakiś czas robić sobie przerwę. Tak, wiem, jeśli masz małe dziecko (lub dzieci, w liczbie mnogiej), możesz nie mieć trzech godzin naraz – to nic; wykorzystaj ten czas, który masz. A następną sesję zacznij od krótkiej powtórki.

NO DOBRA, SESJA SESJĄ, ALE PRÓBUJĘ I JAKOŚ NIE MOGĘ ZABRAĆ SIĘ ZA NAUKĘ. JAK ZACZĄĆ?
Uwierz mi, rozpoczęcie samodzielnej nauki jest proste jak konstrukcja cepa. I z niewiadomych względów określane jako nadludzki, wymagający supermocy wysiłek, którym wcale nie jest. Oto trzy główne rady Matki Poliglotki:

1. Metoda małych kroków świetnie sprawdza się w nauce. Nie nauczysz się wszystkiego naraz. NIE DA SIĘ. Dotarło? Ambicje odłóż na bok! Nie pospieszaj sama siebie, bo wtedy zapału starczy Ci na pierwsze trzy dni – przy dobrych wiatrach na tydzień. Będziesz zmęczona i w końcu zrezygnujesz. Wyznaczaj sobie małe porcje materiału. Jeden rozdział podręcznika zamiast dwóch, Dwa testy zamiast czterech. Z czasem na pewno zwiększysz tempo, ale zaczynaj od małych partii.
2. Nie porównuj się do innych. A już na pewno nie do tych, którzy uczą się sami od dawna! Porównania wyłącznie dołują, a chyba nie o to Ci chodzi? Traktuj bardziej zaawansowanych uczących się jako inspirację, a nie jako symbol etapu, do którego chcesz dotrzeć w jak najkrótszym czasie i za wszelką cenę. Taka mała rada ubrana w język byłej gimbazy: daj sobie siana z porównaniami.
3. Nie komplikuj sobie życia. Masz materiały? Masz plan? Masz wyznaczone pory dnia? Masz przemyślaną strategię nauki? Masz plan sesji nauki? To bierz się do pracy. Nie zastanawiaj się czy tym razem Ci się uda – pomyśl, że Ci się uda. Nie zastanawiaj się czy właściwie dobrałaś materiały – jeśli coś nie będzie pasować, wyjdzie w praniu i to zmienisz.

PO PROSTU ZACZNIJ 🙂

Zapraszam Cię do mojej grupy FB, w której wzajemnie wspieramy się w nauce – za nami pierwsze wyzwanie językowe, a przed nami kolejne – być może już z Tobą na pokładzie? 🙂 www.facebook.com/groups/matkipoliglotki  – Choć w nazwie są matki, grupa jest otwarta na wszystkich!

Lubię Instagram: BLOG/STUDYGRAM , PLANOWANIE , MAZIDŁA , i, uwaga uwaga, moje najnowsze Instagramowe maleństwo, BOOKSTAGRAM 🙂

Podziel się!

Językowe (anty)postanowienia noworoczne

Co roku o tej samej porze (czyli mniej więcej pod koniec grudnia) słyszę od znajomych i czytam w Internecie, że ktoś ujął naukę języka obcego w swoich celach i postanowieniach noworocznych. Po czym słyszę: „Mam nadzieję, że w tym roku mi się uda”, „Nie wiem, jak się do tego zabrać, żeby tym razem się udało”, „Ech, ten mój angielski/niemiecki/etc.”
Dziś przedstawiam Ci listę antypostanowień, napisaną z przymrużeniem oka. Zabierz się za realizację swoich językowych celów w ten sposób, a gwarantuję Ci, że za rok będziesz jojczeć jeszcze bardziej niż teraz.

  1. Założę 15 zeszytów do nauki.
    Oddzielny do słówek, do gramatyki, do słuchania, do pisania, do użytecznych zwrotów, do inspirujących cytatów. Z trzech języków. I tak nie będę ich wszędzie i zawsze ze sobą nosić. Czasem zabiorę. Ale dobrze mieć wszystko rozpisane osobno, jest bardziej przejrzyście.
    Załóż jeden notes, ale grubszy. Podziel go na sekcje. Używaj kolorów, zakładek, karteczek indeksujących. Będzie Ci łatwiej.
  2. Nie zrobię podsumowania poprzedniego roku.
    Po co? Przecież mi się nie udało. Ale że niby jakie wnioski mam wyciągnąć? 
    Z jakich źródeł korzystać, jak rozplanować naukę, o jakich porach się uczyć…
  3. Tym razem porządnie zaplanuję dużo nauki.
    Cztery języki dziennie! Każdy po minimum godzinie! Bez przerw!
    Porządnie nie znaczy od razu dużo. Tym bardziej, jeśli wcześniej nie uczyłeś się samodzielnie lub miałeś problem z systematyczną nauką jednego języka. Nie porywaj się z motyką na słońce, chyba, że masz nóż na gardle i naprawdę musisz.
  4. Kupię kilkanaście nowych podręczników.
    W końcu nowy rok – nowy ja! Taki świeży start!
    A przerobiłeś już wszystkie podręczniki, które masz w domu? Tak, te, które od roku lub dwóch zbierają kurz.
    Zacznij właśnie od nich. A potem kup sobie nowe. W nagrodę 😉 
  5. Nie zaplanuję weryfikacji postępów w trakcie i pod koniec roku.
    No udało się, bo znam trochę nowych słówek, coś tam więcej rozumiem. Tak mniej więcej. Nie chce mi się robić testu poziomującego. Absolutnie jest za wcześnie na rozmowę z nativem! Chyba spaliłbym się ze wstydu! Jeszcze by wyszło, że jednak się nie udało…
    Skąd będziesz wiedzieć, od czego zacząć i nad czym pracować w kolejnym roku?
  6. Zapiszę się na kurs angielskiego, hiszpańskiego, duńskiego i francuskiego.
    Jak pójdę do szkoły językowej, będę mieć motywację. A poza tym jest promocja.
    Jeśli chcesz, zapisz się najpierw na jeden kurs i zobacz czy faktycznie będzie Cię to motywować do pracy. 
  7. Będę śledzić wszystkie możliwe strony i słuchać podcastów na temat nauki języków.
    YouTubie, nadchodzę! Tyyyle inspiracji!
    Pamiętaj, by wygospodarować też czas na faktyczną naukę 😉
  8. Będę wykorzystywać każdą chwilę na naukę.
    Nawet w pracy pod biurkiem. Normalnie na non-stopie! 
    Odpoczynek też jest ważny. Inaczej się zamęczysz, szczególnie na początku. Nawet ludzie z doświadczeniem w samodzielnej nauce odpoczywają, choć mogłoby się wydawać, że uczą się cały czas – a może inaczej, oni naprawdę wiedzą, że mózgowi też należy się chwila wytchnienia. Nie jesteśmy robotami. A w pracy się pracuje 😉
  9. Założę sobie, że w danym momencie się uczę, a potem wsiąknę na fejsie albo jednak wyjdę z koleżankami.
    Przecież nic się nie stanie, jak raz sobie odpuszczę…
    Pod warunkiem, że to będzie raz. Ewentualnie dwa. Pamiętaj, że z trzech szybko zrobi się dziesięć. Systematyczność to podstawa, tym bardziej, jeśli jesteś w danej dziedzinie początkujący lub masz z czymś problem.

Życzę Ci, żeby udało Ci się zrealizować Twoje językowe postanowienia na 2018. Nie czekaj na 2019 😉 – jeśli chcesz, podziel się ze mną w komentarzu tym, co sobie zaplanowałeś 🙂

Zapraszam Cię też do grupy FB Języki obce z LinguAnką – stworzyłam ją jako miejsce wymiany myśli i porad dla osób samodzielnie uczących się języków oraz dla tych, którzy dopiero chcą zacząć 🙂 Niedługo planuję wyzwanie językowe – już teraz zachęcam Cię do wzięcia w nim udziału 🙂

Podziel się!

Nauka niemieckiego – moja (krótka) historia

Myślę, że każdy, kto uczy się języków obcych, ma w pamięci jeden, dwa, lub kilka języków, z którymi miał kiedyś do czynienia, ale później nastąpiła przerwa. Wśród moich języków jednym z takich właśnie jest niemiecki. Dziś krótko o nim.

SZKOŁA

Uczyłam się niemieckiego w szkole, w wieku 13-15 lat. Pierwszy rok był t r a g i c z n y, umieliśmy się tylko przedstawić i podać nazwy kilku państw. Może jeszcze parę innych słówek, ale to by było na tyle. Pozostałe dwa lata spędziliśmy na lekcjach niemieckiego prowadzonych przez bardzo kompetentną i przemiłą (nową) nauczycielkę – ten czas wspominam bardzo pozytywnie. Praktycznie samo wchodziło mi do głowy. Co stało się potem?
Potem przyszło liceum, gdzie w wybranym przeze mnie profilu klasy drugim obowiązkowym językiem obcym była łacina. Nie żałuję, że się jej uczyłam. To piękny język, i niesamowicie ułatwił mi dalszą (samodzielną) naukę języków. Niemiecki natomiast przepadł. Z braku czasu, i częściowo też z braku chęci, bo odkąd pamiętam, miałam z tym językiem…

LOVE-HATE RELATIONSHIP

Były miesiące, gdy myślałam „To taki ładny język, brzmi elegancko!”. Były też miesiące, i całe lata, pod hasłem „W życiu! Ble!” – i tak w kółko, wstyd się przyznać, ale jak ja się nie przyznam, to kto? Mimo łatwości w przyswajaniu języków, mimo pasji, którą mam. Cóż, bywa. Teraz się to zmieniło, i od kilku miesięcy myślałam intensywnie nad powrotem do nauki. W lipcu nadarzyła się ku temu idealna okazja.

A MOŻE NAD MORZE

Z tygodnia na tydzień zdecydowaliśmy się na wyjazd nad morze, żeby odwiedzić moją przyjaciółkę (która, nawiasem mówiąc, nie chce się uczyć niemieckiego, i krzyczy wniebogłosy, gdy tylko o nim słyszy, i którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam 😉 ). Chcieliśmy też wyskoczyć na chwilę do Niemiec, więc postanowiłam przypomnieć sobie podstawy, żeby móc się porozumieć. W rezultacie miałam na to osiem dni, i tak powstała rozpiska, którą w przypływie weny zatytułowałam „German STR8”.


W ROLACH GŁÓWNYCH

  • podręcznik „Niemiecki nie gryzie” wydawnictwa Edgard
  • podręcznik „Niemiecki w tłumaczeniach 1” wydawnictwa Preston Publishing
  • zeszyt A5 w linie

 

I CO Z TEGO WYSZŁO?

Niewiele pod względem realizacji rozpiski. Przemęczona po całym roku pracy – której miałam jeszcze więcej w ostatnich dwóch miesiącach przed wyjazdem – nie byłam w stanie skupić się tak, jak bym tego chciała. Postanowiłam więc się nie zmuszać, i powtórzyłam tyle, ile się dało – czyli pół podręcznika Edgard i kilka rozdziałów z Prestona.
Natomiast, co faktycznie wyszło, to przypomnienie sobie podstaw w błyskawicznym tempie, co pozwoliło mi na bezproblemowe porozumienie się z napotkanymi osobami. Oczywiście w podstawowych kwestiach, ale zawsze! Byłam i jestem z siebie dumna.

Nie dajcie sobie wmówić, że mały krok to mało. To bardzo dużo, bo pozwala przekonać się, że dacie sobie radę, i zweryfikować czy chcecie wykonać następny. A ja chcę, i wiem, że to nie koniec mojej przygody z niemieckim 🙂

Podziel się!

Zarządzanie czasem w nauce języków – od czego zacząć

Być może pojęcie „zarządzanie czasem” lub „zarządzanie sobą w czasie” obiło Wam się już kiedyś o uszy. Być może tak jak ja jesteście fanami planowania, plannerów, kalendarzy i wszelakich aplikacji, które mają za zadanie ułatwić ludziom tworzenie planów. A może dopiero zaczynacie. Obojętne! Na nauczenie się efektywnego wykorzystywania czasu w nauce języków nigdy nie jest za późno.


Rozplanowaliście już, w które dni uczycie się poszczególnych języków. Świetnie. Teraz pora zastanowić się, jak się uczyć. Podpowiadam: z głową. Czyli nie osiem godzin naraz, jeśli dopiero zaczynacie. I nie osiem godzin naraz w ogóle, bo taki sposób nauki jest zupełnie nieefektywny. Jeśli czytacie daną stronę trzeci raz i nie możecie się skupić, albo zaczynacie myśleć o przysłowiowych niebieskich migdałach, idziecie w złą stronę – pora zrobić sobie przerwę. Dobra, ale kiedy te przerwy?

Moją ulubioną techniką zarządzania czasem w nauce jest technika Pomodoro – albo, w moim przypadku, nieco zmodyfikowane Pomodoro. Ale po kolei.

Technika Pomodoro zakłada, że skupiamy się nad danym zajęciem przez 25 minut, a później robimy sobie 5-minutową przerwę. Po czterech blokach można zrobić dłuższą przerwę. Do mierzenia czasu można użyć minutnika albo specjalnej darmowej aplikacji – jest ich mnóstwo.

Zmodyfikowane Pomodoro to po prostu ustalenie dłuższych lub krótszych okresów pracy nad danym zadaniem. Dla mnie 25-minutowa sesja nauki jest za krótka. Wolę np. 45 minut, choć nie twierdzę, że mając do dyspozycji 25, nie uda mi się nic zrobić – po prostu przyjemniej mi się pracuje z dłuższymi blokami czasowymi.
Jak zorientować się, że długość bloku czasowego jest dla Was odpowiednia? To proste: jeśli zaczynacie myśleć o wszystkim, tylko nie o nauce, to znaczy, że jest on za długi. Jeżeli natomiast po danym okresie czasu czujecie, jakby ktoś na siłę wyrywał Was ze skupienia, sesję trzeba przedłużyć. Proste? Proste. Ufajcie swojemu organizmowi, on daje wyraźne sygnały. To, że Kasia uczy się dłużej, nie znaczy, że Wy też musicie. To, że Jacek uczy się pół dnia bez przerwy i jest z tego zadowolony, nie znaczy, że u Was też się to sprawdzi.


A CO, JEŚLI W CIĄGU DNIA MAM TYLKO PÓŁ GODZINY NA NAUKĘ?
Czyli językowy dylemat pt. „nie wiem, w co mam ręce włożyć”. Podpowiedź: w to, co akurat jest Waszym językowym priorytetem. Wiedząc, że macie do dyspozycji bardzo ograniczoną ilość czasu, postarajcie się wybrać jedno małe zadanie, którego realizacja jest wykonalna w tym czasie. Nie złośćcie się na siebie, że „ojej, znowu prawie nic nie zrobiłem/am”, „chciałabym/chciałbym mieć cały dzień” – najczęściej tak jest, że tego całego dnia NIE MA. Po prostu. Jest praca, dom, dzieci, studia, inne obowiązki, kwestie zdrowotne i pierdylion innych spraw, które powodują, że znalezienie całego dnia na naukę najczęściej jest po prostu niemożliwe. Tak, można chcieć uczyć się przez cały dzień – jeśli nauka sprawia Wam prawdziwą przyjemność 🙂

A CO, JEŚLI JESTEM CHORY/ZMĘCZONY/MAM GORSZY DZIEŃ?

Każdy miewa gorsze dni, spadki formy spowodowane różnymi rzeczami. Mówi się trudno i żyje się dalej. Jeśli w danym dniu nie macie czasu lub siły na naukę, nie zmuszajcie się do ślęczenia nad książkami, bo wyjdzie z tego nie nauka, a właśnie ślęczenie. Całkowicie bezproduktywne. Strata czasu.

W takim dniu można obejrzeć film lub odcinek serialu w języku obcym, przeczytać artykuł w gazecie lub na blogu obcojęzycznym, albo fragment książki. Albo nie zrobić nic. Świat się nie zawali.

Nie dajcie się złapać w pułapkę perfekcjonizmu. Jeśli tego konkretnego, sądnego dnia nie dacie rady usiąść do nauki, nie wyrzucajcie sobie:

  • „Zapisałam/em się na ten kurs, a teraz się nie uczę” – pouczycie się innego dnia, pierwszy krok już za Wami
  • „Mam tyle materiałów, i leżą już tydzień” – może muszą poleżeć, bo pewnie pojawiło się coś, co jest w tym momencie ważniejsze
  • „Znajomi będą się mówić, że jestem niesystematyczny/a” – tutaj przytoczę powiedzonko, którym ktoś skutecznie oduczył mnie w dzieciństwie myślenia o tym, co uważają inni na temat moich poczynań: „Mamo, bo kura się patrzy, a kogut się śmieje!” – I co z tego? Naprawdę zależy Wam na tym, jak ktoś skomentuje to, co robicie, albo czego nie robicie?

Czy tego chcemy czy nie, zarządzanie czasem w nauce języków opiera się na elastyczności. Nauczcie się rozpoznawać pory dnia, w których jesteście najbardziej efektywni, i postarajcie się wpleść w nie chociażby krótkie sesje nauki. Opłaci się. Bez bicia głową o ścianę. Za to z przyjemnością.

Jakie są Wasze metody na zarządzanie czasem w nauce języków obcych?

 

Podziel się!

Jak planować naukę w tygodniu?

Wiele osób zadaje mi pytania o to, jak planować naukę w tygodniu i czy warto uczyć się kilku języków jednego dnia – zatem dziś kilka słów na ten temat.

JASNE, ŻE WARTO
Oczywiście, że warto uczyć się kilku języków jednego dnia – pod warunkiem, że wygospodarujecie na to czas. Ale o tym w przyszłym tygodniu, dziś natomiast skupiamy się na kwestii planowania nauki na tydzień.
Nie wierzcie, jeśli ktoś mówi Wam, że nauka dwóch i więcej języków dziennie jest nieefektywna. Nieprawda. Nawet, jeśli chodzi o języki, które są ze sobą spokrewnione. Trzeba tylko wiedzieć, jak. Dziś dzielę się z Wami moim sposobem, i zachęcam Was do modyfikowania go według Waszych potrzeb.


NIE WSZYSTKO NARAZ
Jeśli chcecie uczyć się więcej niż jednego języka dziennie, proponuję Wam znane i (generalnie) lubiane bloki czasowe. Na każdy język przypada jeden blok czasowy.

Jeżeli natomiast macie w planach naukę języków blisko spokrewnionych ze sobą (hiszpański i włoski, słowacki i czeski, etc.), zastanówcie się nad tym, by jednego języka uczyć się w pierwszej połowie dnia, a drugiego w drugiej. Szczególnie, jeśli Wasz poziom zaawansowania w przypadku obydwu języków jest niski. Unikniecie „mieszania” i zastanawiania się „czy to słówko pisze się tak, a może to było po hiszpańsku…”.

Jeśli uczycie się większej ilości języków, ułóżcie je blokami co drugi dzień, np. poniedziałek-środa-piątek-niedziela angielski, szwedzki i hiszpański, a wtorek-czwartek-sobota niemiecki i francuski. Dla przykładu.

WYGODA
Z doświadczenia wiem, że języki, które znam słabiej, lub które sprawiają mi większą trudność, przyswajam w porze dnia, która jest dla mnie najbardziej optymalna pod względem uczenia się.  Planujcie rozsądnie.

BĄDŹMY REALISTAMI
Przy ustalaniu tygodniowego planu nauki trzeba wziąć pod uwagę, że być może znajdą się dni, w których nie mamy czasu na „typową naukę” czyli przyswajanie nowych treści. Zdarza się. Nie bijemy wtedy głową w ścianę. Na takie dni nie planujemy nauki. Co zatem robić w takie dni? Opowiem Wam o tym w przyszłym tygodniu przy okazji postu o organizacji czasu.


PAPIER I DŁUGOPIS
Jestem zwolenniczką robienia notatek w wersji analogowej 😉 czyli na papierze. Mam planner, który skrupulatnie wypełniam, koloruję, wklejam itp. Dlatego nie usłyszycie ode mnie, że tygodniowy plan nauki polecam trzymać w notatniku w telefonie. Jeśli w Waszym przypadku zdaje to egzamin, to świetnie. Ludziom analogowym natomiast polecam wygospodarowanie w Waszych kalendarzach/plannerach/bujo rubryczki dotyczącej języków i wpisanie ich skrótowo na każdy dzień. Zmieści się, uwierzcie mi!
Taki plan możecie też powiesić nad biurkiem/na lodówce/gdzieś, gdzie często spoglądacie. Możecie też zacząć prowadzić planner lub dziennik językowy – ale o tym innym razem 🙂

Podziel się!