Doktorat w Dzidziowie

Dzidziów to mała miejscowość położona niedaleko Wózkowic, na trasie pomiędzy Przewijnią a Kanapowem Wielkim.
Znaczy się, Dzidziów to nasze mieszkanie.

W Dzidziowie rządzą rodzice, tj. my, ale pod względem organizacji dnia władzę niepodzielnie sprawuje Dzidzio.

Jak już wiecie, samodzielnie uczę się języków obcych. Oprócz tego (tę informację znajdziecie w sekcji O MNIE) jestem w trakcie studiów doktoranckich.
W związku z tym, że całkiem niedawno wspomniałam o tym fakcie w jednej z grup na Facebooku, okazało się, że jest zainteresowanie tematem pisania doktoratu w Dzidziowie – a konkretnie, jak to zrobić, żeby z Dzidziem przy boku ten doktorat pisać.

Ponieważ wiele z Was na pewno jest w trakcie przygotowywania różnego rodzaju prac dyplomowych, potraktujcie ten wpis jako uniwersalny, bez względu na to czy piszecie doktorat, licencjat czy magisterkę czy jeszcze innego potworka i weźcie z niego dla siebie tyle rad, ile zdołacie udźwignąć. Matki są silne, więc mam nadzieję, że weźmiecie dużo 😉
Kto matką (lub ojcem) nie jest, tym bardziej skorzysta, bo pisanie czegokolwiek z małym człowiekiem u boku jest dużo bardziej wymagające logistycznie, niż gdy się takowego małego człowieka nie posiada 🙂

A zatem lecimy: garść rad na temat pisania pracy dyplomowej:

  1. GRUNT TO PLAN
    Plan główny i miesięczny/tygodniowy. Wystarczy, że wypiszecie ilość i tytuły/nagłówki poszczególnych części pracy/rozdziałów, a następnie zdecydujecie w jakim czasie chcecie napisać każdy z nich. I które najpierw. Wcale nie jest powiedziane, że trzeba zaczynać od wstępu. Ba, lepiej od niego nie zaczynać, bo ostateczny kształt pracy może Was zmusić do naniesienia wielu poprawek. Poza tym bez kompletnego tekstu pracy wstęp może być napisany w mechaniczny, nudnawy i suchy sposób. Wygodniej będzie zostawić go na koniec.
    Możecie nawet rozpisać sobie, w którym tygodniu czytacie jakie artykuły naukowe. Będzie prościej.
  2. DAWAJ NO TU TĘ BIBLIOGRAFIĘ
    Wbrew pozorom podejście „To się zapisze później” nie sprawdza się w przypadku bibliografii. Lepiej od razu mieć ją zanotowaną w odpowiedniej formie w porządku alfabetycznym. Dlaczego? 1) łatwiej cokolwiek znaleźć 2) w ostatniej chwili może się okazać, że z pisaniem bibliografii bywa jak z myciem naczyń, a Wy akurat będziecie mieć mało czasu.
  3. PAPIERY W JEDNYM MIEJSCU
    Nie jestem perfekcjonistką ani porządkowym świrem, ale uwierzcie mi: trzymanie wszelakich papierzysk związanych z pracą dyplomową w jednym miejscu naprawdę się opłaca. Po pierwsze łatwiej się odnaleźć. Po drugie łatwiej się zebrać do czytania/pisania, gdy wszystko jest pod ręką. Osobiście polecam Wam trzypiętrową półkę na kółkach z IKEA (zwał jak zwał – cudak ma koła i jest wybitnie ładowny) – w mojej mieszkają aktualnie używane podręczniki do języków i akcesoria do plannera.
  4. ZADBAJCIE O ZDROWIE
    Odrobina ruchu na świeżym powietrzu, pyszne owoce i regularnie przyjmowane witaminy. I woda, dużo wody. Mózg będzie Wam wdzięczny, Wasze samopoczucie zresztą też się poprawi.
  5. ZAPISUJCIE MYŚLI
    A jeżeli akurat nie możecie zapisać (bo na przykład blendujecie zupkę dla Juniora albo jesteście na spacerze i zwyczajnie nie chce Wam się zatrzymywać) – nagrajcie pomysły na dyktafon w telefonie.
  6. ZRÓBCIE SOBIE PRZERWĘ
    Pisząc bez przerw będziecie mieć wrażenie, że napiszecie szybciej i więcej. Nic bardziej mylnego. Będziecie zmęczone, a zmęczenie znacząco obniża koncentrację. Od czasu do czasu przyda się krótka przerwa, wyznaczona na przykład przez aplikację opartą na metodzie Pomodoro. Teraz pewnie zastanawiacie się, jak u licha skorzystać z tej metody, mając w zasięgu wzroku bobasa, który jakimś cudem za każdym razem wie, kiedy jest najgorszy moment na zrobienie rabanu. Otóż, moje Drogie: nikt Wam nie każe sztywno trzymać się stopera czy uwieszać na minutniku. Wystarczy, że włączycie go sobie dla podtrzymania dyscypliny w momentach, gdy Maleństwo radośnie pochrapuje albo akurat się bawi. To naprawdę pomaga zebrać myśli.
  7. DOBRA, ALE JAK JA MAM PISAĆ, JAK JA MAM DZIECKO?!
    Normalnie. Jeśli przyzwyczailiście dziecko do tego, że ma Waszą ciągłą uwagę, to będzie trochę gorzej. Jeżeli natomiast Pociecha jest nauczona zajmować się zabawkami przez jakiś czas, zostawiacie rzeczone zabawki w zasięgu małych rączek i natychmiast bierzecie się do pracy. Pamiętajcie tylko, żeby dziecko przebywało w bezpiecznej dla niego, ograniczonej przestrzeni. Bezpieczeństwo jest oczywiste, natomiast fakt ograniczenia przestrzeni jest o tyle ważny, że mając pewność, że wiecie, gdzie jest maluch i co robi, będzie Wam łatwiej się skupić. Takie pół godziny to naprawdę dużo w kontekście pisania wszelkich prac. I tak, już kilkumiesięczne dziecko potrafi przez ten czas zająć się tym, czym jest zainteresowane. Matczyny lifehack: najlepiej, żeby Dzidzia znajdowała się stosunkowo blisko Was – na wypadek, gdyby upadła zabawka i malec włączył syrenę, możecie mu szybko pomóc, zanadto się nie rozpraszając 😉 Oczywiście, są dzieci wymagające ogromnej ilości uwagi – jeśli natomiast Wasze nie są tzw. high need baby, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby postarać się znaleźć czas i rozwiązania pozwalające na kontynuację nauki. Jeżeli macie high need baby, czasem pewnie będziecie musiały postarać się trochę bardziej – lub częściej wprowadzać w życie punkt 9.
  8. DZIECKO ŚPI, ALE…
    Wcale nie musicie robić w tym czasie prasować sznurówek ani myć przedpokoju szczoteczką do zębów. Chcecie napisać tę pracę czy nie? Gary też nie uciekną. Nie marnujcie energii na pierdoły.
  9. ZAANGAŻUJCIE DRUGĄ POŁOWĘ
    Jeżeli mieszkacie z ojcami Waszych dzieci, zakładam, że ich udział w życiu maluchów nie ogranicza się do patrzenia na nie z dumą i mówienia „Moja krew!” za każdym razem, gdy głośno im się odbije 😉 Niech zabiorą dzieci na spacer lub pobawią się z nimi, gdy Wy potrzebujecie chwili stuprocentowego skupienia. I proszę bez głodnych kawałków o tym, jak to zmęczony Pan wraca z pracy i musi odpocząć. Jasne, że musi. Wy też musicie. Każdy coś musi, a realizację tego umożliwia tak zwany kompromis.
  10. NIE MIEJCIE WYRZUTÓW SUMIENIA
    Nie chodzi tylko o „robienie czegoś dla własnego rozwoju”. Zdobycie lub poszerzenie wyższego wykształcenia niejednokrotnie wiąże się z poszerzeniem możliwości na rynku pracy. Co oznacza poprawę sytuacji materialnej, większą satysfakcję matki i generalnie powinno pozytywnie przełożyć się na życie rodzinne.
  11. CZASEM ODPUŚĆCIE
    Każdemu zdarzają się gorsze dni, dzieciom też. Wam również. W takie dni warto po prostu zrobić sobie przerwę. Nic na siłę. Nic kosztem frustracji i przemęczenia.
  12. NIE DAJCIE SOBIE WMAWIAĆ BZDUR
    I tu jest pies pogrzebany. Kobiety często zabierają się za różne projekty, by porzucić je wraz z przejściem pierwszej fali Niedaszradziów i Nieudasiów. Takim ludziom mówimy „Pa, pa”. A jeśli nie da się im tego powiedzieć, bo – o zgrozo – należą do rodziny, należy zwyczajnie zamykać uszy na teksty służące podkopaniu Waszych pomysłów na siebie. „Dziękuję, póki co daję radę” powinno załatwić sprawę. Nie wdajcie się w dyskusje i kłótnie na ten temat! To nic konkretnego nie da, a Was tylko wkurzy.
  13. CZASEM MOŻECIE SIĘ OJOJAĆ
    „Ojoj, ale jestem zmęczona”. „Ojej, bolą mnie dziś plecy”. „Oj, ale mam dużo czytania”. Możecie być zmęczone, macie do tego prawo jak każdy inny człowiek. Pamiętajcie jednak, że ani udawanie terminatora ani robienie z siebie ofiary losu nikomu jeszcze nie wyszło na dobre 😉
  14. INSPIRACJA W CODZIENNYCH CHWILACH
    Najlepsze pomysły przychodzą do nas w najmniej oczekiwanych momentach. Dlatego zawsze miejcie pod ręką notes lub dyktafon. W ten sposób możecie dodać fragment pracy nawet czekając w kolejce do lekarza.
  15. NIE OD RAZU KRAKÓW ZBUDOWANO
    I nie od razu napisano pracę dyplomową. A tym bardziej w Dzidziowie. Czasem będzie szło szybciej, a czasem wolniej. I to jest normalne. Nie bijcie głową w ścianę. Dzidzio w końcu tylko raz jest Dzidziem 😉

Częściową inspiracją do powstania tego wpisu jest miłościwie nam panujący Dzidzio, który w dniu dzisiejszym raczył był smerfować niestrudzenie i prawie pominąć drugą z dwóch drzemek ;), ale Matka się zaparła i wpis powstał, a dokończony został po porze, w której kiedyś emitowano nieodżałowaną Wieczorynkę. I TAK MACIE ROBIĆ, MOJE DROGIE.

Zapraszam Was do wzięcia udziału w dwóch organizowanych przeze mnie wyzwaniach: JĘZYKOWYM – 21 dni z angielskim oraz CZYTELNICZYM „Więcej książek w 2019!”.

Fanpage Matka Poliglotka
Fanpage Espresso Books
Instagram Matka Poliglotka
Instagram Espresso Books
Fanpage Mentoring Językowy 

Podziel się!

20 faktów o mnie – post z okazji urodzin

Dziś są moje urodziny!

Z tej okazji przygotowałam dla Was listę 20 informacji o Matce Poliglotce, byście mogli lepiej mnie poznać 🙂

1. Jestem leworęczna.
Ale umiem też pisać prawą ręką – choć efekt jest zdecydowanie mniej estetyczny.

2. Mój ulubiony kolor to czerwony.
O tym już chyba zdążyliście się zorientować 😉

3. Jestem totalną psiarą.
Kocham psy z wzajemnością. Obce futrzaki podchodzą do mnie czasem, żeby się przytulić.

4. Zawsze czułam się starsza niż jestem.
Poznawani ludzie tylko to potwierdzają – ze zdziwieniem mówią, że choć wyglądam na mniej lat, niż mam, w rozmowie wydaję im się starsza niż jestem. Co nie znaczy, że zgorzkniała! 😉

5. Jestem jedynaczką.
Podobno tego po mnie nie widać. No chyba, że akurat mam coś słodkiego – słodyczami nie lubię się dzielić, ale i tak to robię 😉

6. Uwielbiam słodycze.
Do tego stopnia, że będąc w ciąży podczas pomiaru glukozy z obciążeniem wypiłam ten owiany legendami płyn, nie robiąc przerw, oblizałam się i żartem zapytałam położną, czy mogę dostać jeszcze. W zasadzie powinnam mieć na imię Nutella.

7. W wieku 21 lat dwukrotnie robiłam markery nowotworowe.
Jak to leciało, „młodzi – zdrowi”? – na szczęście okazało się, że problemy zdrowotne nie były aż tak poważne, jak się wydawały.

8. Kocham śpiewać.
Śpiewam, odkąd skończyłam półtora roku. Moją specjalnością jest naśladowanie barw głosu znanych wokalistów.
Oprócz tego jestem mistrzynią w udawaniu kury i kozy (choć to już nie śpiew). Do tego stopnia, że ludzie zaczynają się rozglądać z miną „Gdzie te zwierzęta?”

9. Umiem grać na grzebieniu.
I jeszcze na flecie prostym. Ze słuchu zagram wszystko. Kiedyś uczyłam się grać na pianinie, i choć dobrze mi szło, zrezygnowałam, bo nauczycielka uparła się, żebym czytała nuty. Może kiedyś wrócę do gry.

10. Bardzo dobrze piekę.
Talent do pieczenia odkryłam w czasie ciąży, a dowodem jego istnienia jest fakt, że mój Tata uwielbia ciasta, które piekę, podczas gdy każdej innej osobie, która częstuje go ciastem powie „Nie, dziękuję” i jak sam twierdzi, z ciast najbardziej lubi ogórki kiszone 😉 YES!

11. Nie mam prawa jazdy.
Ale chcę je zrobić!

12. Mam świetną pamięć wzrokową i słuchową.
Potrafię przypomnieć Wam, co powiedzieliście mi w danej sytuacji lata temu i w co byliście wtedy ubrani. Dodatkowo bezbłędnie rozpoznaję ludzi po głosach (już przestraszyłam w ten sposób dwie koleżanki).

13. Uwielbiam sushi. Z tego powodu w ciąży cierpiałam katusze, nie mogąc zjeść surowej ryby. Odkąd Mały jest na świecie, nadrabiam 😀

14. Mam bardzo dobrą pamięć do imion.
Trzy nowe dwudziestokilkuosobowe grupy studentów w jeden dzień? Nie ma problemu! A żebyście widzieli, jaką furorę robi „O, pani ostatnio siedziała tam, a na pierwszych zajęciach tam”. Po czym zawsze odezwie się ktoś z żartobliwym „A ja gdzie siedziałem?” – „Tam, i miał pan inny plecak”.

15. Jako dziecko często porozumiewałam się z Tatą naszym własnym, „wymyślonym” językiem – polegał on na przestawianiu połówek lub części słów. Łamby rajwczo na kupachza. Nawijaliśmy tak godzinami. Przydawało się szczególnie, gdy ktoś chciał podsłuchiwać rozmowę 😉

16. Kiedyś pisałam wiersze.
Mając 12 lat wygrałam konkurs poetycki organizowany przez Centrum Sztuki Dziecka, a kilka moich wierszy zostało opublikowanych w tomikach warsztatowych.

17. Do ślubu miałam krwistoczerwoną szminkę i paznokcie w tym samym kolorze.
Znalazły się osoby, które sugerowały mi pudrowy róż… Taaa. Tutaj wyszło, kto i jak dobrze mnie zna 😉

18. Mam pięć piercingów, z czego trzy w płatkach uszu.
Reszta też w uchu – tak gdybyście byli ciekawi. Ale na tym nie koniec!

19. Nigdy jeszcze nie piłam czystej wódki.
Dam Wam teraz chwilę na zebranie szczęk z podłogi. Czysta wódka po prostu mi śmierdzi, a co jak co, ale alkohol piję dla smaku i zapachu.

20. Nie lubię lekkich zapachów perfum. Musi być mocno i musi być dym!

Chcę również podzielić się z Wami moim urodzinowym postanowieniomarzeniem.
Do 30. urodzin chciałabym opanować jeszcze sześć języków – przynajmniej na poziomie B1. Trzymajcie kciuki! 🙂 

Fanpage FB
Instagram
Grupa FB
Espresso Books – mój drugi blog
Instagram Espresso Books

Podziel się!

21 dni z angielskim, czyli o motywacji i systematyczności

Wczoraj przeprowadziłam na Facebooku live na temat motywacji w nauce języków obcych.

Najważniejszy wniosek, jaki chcę Wam dziś przekazać, jest taki, że bardzo ważne jest znalezienie swojej WŁASNEJ motywacji. Nie opierajmy się na cudzej, nie próbujmy za nią podążać. To jak próbować za wszelką cenę nosić cudze buty. Czy będą wygodne?
Być może traficie akurat na osobę, noszącą ten sam rozmiar, a fason będzie Wam odpowiadał, ale nie jest powiedziane, że faktycznie tak będzie.

Znajdźcie coś, co sprawia, że chce Wam się uczyć: może to być chęć zmiany swojego życia, zyskania nowych znajomych, rozwoju osobistego, czy też pragnienie czytania książek w języku obcym.

Decyzja o nauce jest Wasza. Plan nauki jest Wasz. Niech zatem motywacja również będzie taka bardzo Wasza. Taka, że chce się wziąć te materiały i usiąść nad nimi. A potem jeszcze raz i jeszcze raz.

Wiele z Was sygnalizuje mi problemy z systematyczną nauką. Z tego powodu postanowiłam przeprowadzić kolejne WYZWANIE JĘZYKOWE, na które bardzo serdecznie Was zapraszam:

Podczas wyzwania każdego dnia będę publikować zadanie do wykonania – w ten sposób, metodą małych kroków wyrobicie sobie nawyk systematycznej nauki angielskiego – lub innego języka: w tym przypadku zadania potraktujcie jako inspirację 🙂

Skoro o systematyczności i regularności mowa, chciałabym zaprosić Was na organizowane w ramach mojego nowego, świeżutkiego bloga ESPRESSO BOOKS wyzwanie czytelnicze 2019! „Więcej książek w 2019!” to wyzwanie, które pozwoli Wam czytać więcej i znaleźć wiele książkowych inspiracji 🙂 Zapraszam Was już teraz, ponieważ w najbliższym czasie na stronie wyzwania pojawi się lista sugestii, które mogą pomóc Wam w wybraniu książek do przeczytania i zaplanowaniu czasu na podjęcie wyzwania 🙂

Obydwu wyzwaniom towarzyszą hashtagi, które możecie dodawać do postów w mediach społecznościowych: #wyzwanie21dnizangielskim oraz #wiecejksiazekw2019.

Kto chce dołączyć? 🙂

Fanpage Matka Poliglotka
Fanpage Espresso Books
Instagram Matka Poliglotka
Instagram Espresso Books
Fanpage Mentoring Językowy 

Podziel się!

Mamo, pamiętaj o sobie – czyli 10 pomysłów na udany początek roku szkolnego

Jest 3. września 2018 roku. Jutro pierwszy dzień lekcji w nowym roku szkolnym.

Widzę Cię.

Poprawiasz plecak, który już czeka na swojego nieletniego właściciela, przygotowujesz ubranie, żeby rano nie było paniki (albo tylko nadzorujesz, żeby Twój 16-letni syn wybrał na jutro czyste skarpetki) i myślisz sobie, jakie to Dziecię jeszcze niedawno było malutkie, a teraz już chodzi do przedszkola/podstawówki/szkoły średniej. Łezka kręci Ci się w oku. Jednocześnie w głowie już układasz sobie, co będziesz robić, gdy rzeczony Nieletni wystrzeli jutro z bloku startowego prosto w objęcia kolegów i koleżanek.
Jeżeli pracujesz z domu, snujesz plany rozwoju własnego biznesu z prędkością światła. Jeśli pracujesz poza domem, myślisz sobie pewnie, na co wykorzystać chwilę miedzy powrotem do domu a powrotem dzieci. Jeżeli natomiast nie pracujesz zawodowo, dam sobie uciąć mały palec prawej dłoni (lewej nie ryzykuję, bo jestem leworęczna), że obmyślasz strategię odgruzowania domu po wakacjach.

I teraz, droga Mamo, mówię Ci STOP.

Nawet, jeśli uwielbiasz przebywać w domu z dzieckiem/dziećmi, dzieci mają to do siebie, że bywają absorbujące. Przejście z intensywnych wakacji do intensywnego roku szkolnego, który już sobie planujesz, to nie takie hop siup. Nawet, jeżeli naładowałaś baterie podczas urlopu – o ile go miałaś.

Proszę Cię – tak dla Ciebie samej – zanim po przerwie zaczniesz z powrotem budować swe zawodowe imperium, zamęczać mopa tak, że zacznie przed Tobą uciekać, albo rozpisywać menu na dwa miesiące do przodu (no bo co Wy będziecie jeść w listopadzie, jeśli teraz tego nie zaplanujesz) – zrób coś tylko, ale tylko dla siebie. A najlepiej kilka rzeczy.

Widzę Cię. Zrobiłaś taaakie oczy. Czytaj dalej.

Matki nieraz porównuje się do czarodziejek, superbohaterek, przywódczyń i cudotwórczyń. I prawda jest taka, że można na nich polegać. Ale matki, jak reszta śmiertelników, mają określoną ilość energii, która nie jest niewyczerpana. Chęci mają niewyczerpane, natomiast one same często padają na pysk (czasem również mimo wsparcia partnerów).

Szkoda by było paść na pysk już po trzech pierwszych tygodniach nowego roku szkolnego, prawda?

Zatem poczęstuj się pomysłami na organizację chwil odpoczynku zanim rzucisz się w wir pracy, zadań z matematyki i popękanych już po tygodniu śniadaniówek.

1. Połóż się.
Serio. W ciszy i spokoju, po prostu się wypoziomuj, wywal matczyne kopytka i odpocznij przez pół godziny. Albo godzinę. Albo ile potrzebujesz. Czasem trzeba sobie zwyczajnie chwilę poleżeć. Jeśli zachce Ci się spać, po prostu się zdrzem… a, okej, już chrapiesz. A-a-a, kotki dwa.

2. Zrób sobie kąpiel.
Nawet w środku dnia, jeśli tylko masz możliwość. Z pianką, bez pianki, z muzyką, bez muzyki, z dzieckiem pod drzwiami, aaa tere-fere, dziecko w szkole! 

3. Pomaluj paznokcie (jeżeli lubisz).
A potem triumfalnie siedź z rozcapierzonymi palcami i machaj nimi w powietrzu. P.S. istnieją też szybkoschnące lakiery – sama używam tylko takich i paznokcie mam pomalowane cały czas odkąd Mały skończył trzecią dobę życia. 20 minut i można zmieniać pampersy (naprawdę!).

4. Obejrzyj film.
W domu albo w kinie. Dlaczego nie mogłabyś zabrać sama siebie na film?

5. Zamów sobie coś pysznego.
Mogłabym napisać „ugotuj”, ale jak się rozpieszczać, to na całego. I zjedz to w spokoju 😉

6. Zrób sobie pyszną kawę.
Z kardamonem, cynamonem, syropem smakowym, bitą śmietaną, chilli – albo bez. Ciesz się smakiem.

7. Przeczytaj książkę.
Ale tak w ciągu jednego dnia.

8. Idź na spacer.
Nie do warzywniaka, nie do delikatesów, nie odebrać paczkę. Na spacer. Pochodź sobie, odpocznij na świeżym powietrzu. Wytargaj za milusie uszy psa sąsiada albo podrap za uchem kota sąsiadki. Tylko nie drap sąsiada, bo będą plotki przez cały rok szkolny 😉

9. Zaplanuj wrzesień.
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, weź do ręki planer, kalendarz, aplikację czy czego tam używasz, i planuj.

10. Zadzwoń do kogoś.
Do mamy, przyjaciółki, kumpla, kuzynki – do kogoś, z kim dobrze Ci się rozmawia. Albo lepiej! Umów się z tą osobą na kawę. Z kardamonem, cynamonem, syropem smakowym…

Wiesz, co jest fajne? Że takie drobne przyjemności można robić sobie przez cały rok.
Wiesz, co jest smutne? Że Matki nie zawsze o tym pamiętają. Za to pamiętają o wszystkim i o wszystkich, z chomikiem koleżanki córki włącznie.

Mamo, pamiętaj o sobie 🙂

Dołącz do grupy Matki Poliglotki, by wspierać i dostawać wsparcie w nauce i rozwoju 🙂

Zapraszam Cię na mój FANPAGE i INSTAGRAM. Już 13. września na fanpage’u odbędzie się kolejny live – tym razem będę mówić o motywacji w samodzielnej nauce języków obcych. Przekazuję Ci link do wydarzenia, żebyś nie zapomniała w natłoku codziennych spraw.

Podziel się!

Mamma mia, ale dobre! – czyli 5 moich ulubionych przysmaków kuchni włoskiej

Uwielbiam jeść.
Przyznaję się do tego bez bicia, bez przymusu i bez wstydu. Bo i czego się wstydzić? Mam żołądek i chętnie go używam. A że nie cierpię na żadne alergie pokarmowe i nie mam skłonności do tycia (teraz mnie zjedzą, teraz mnie zjedzą!), należę do tej grupy osób, które na widok pączka krzyczą „Gluten-sruten, dawaj tę bułę!” i radośnie zabierają się do konsumpcji.

Nie zdziwi Was zatem, jeśli powiem, że chętnie delektuję się smakami kuchni włoskiej – a ponadto mam w domu Włocha, który nie ma w zwyczaju uciekać przed garnkami i nie myli patelni z czajnikiem, więc sprawa raczej jest jasna. Kuchnia włoska na przemian z polską funkcjonuje u nas jako czwarty domownik.

Co Matka Poliglotka lubi najbardziej z dotychczas poznanych przysmaków słonecznej Italii? Przedstawiam Wam pięciu smacznych bohaterów dzisiejszego zestawienia:

5. Pandolce genovese
Tradycyjne ciasto z Genui, pieczone głównie na Boże Narodzenie. Z polskich ciast najbliżej mu do keksa, ale szczerze mówiąc, zostawia go daleko w tyle 😉 Pierwszy raz spróbowałam go, gdy… upiekłam je sama! W zeszłym roku, by zrobić niespodziankę mężowi. Czy się udało? Jak najbardziej. Myślał, że sprowadziłam je z Włoch – wyszło idealne 🙂

4. Bresaola
Trochę mięcha, trochę rukoli, trochę parmezanu, trochę oliwy i trochę soku z cytryny. Brzmi normalnie, smakuje rewelacyjnie.

3. Focaccia z serem
Podczas pobytu we Włoszech mąż pewnego wieczora powiedział: „Rano pójdziemy na miasto, zabiorę cię tam, gdzie robią najlepszą focaccię z serem”. No dobra. Założyłam, że będzie smaczna, ale nie spodziewałam się, że po pierwszym kęsie będę miała ochotę pożreć całą blachę. Miękkie ciasto i rozpływający się ser. Czego chcieć więcej o 9:00 rano? Choć muszę przyznać, że inne rodzaje tego przysmaku nie robią na mnie specjalnego wrażenia.

2. Trofie al pesto
Troffie to coś pomiędzy lanym ciastem a kluskami. Wyglądem przypominają gigantyczne owsiki. Serio. Ich połączenie z zielonym pesto sprawiło, że moje kubki smakowe zaczęły tańczyć.

1. Gnocchi z serem gorgonzola
Numer jeden dzisiejszego zestawienia to danie, które robi się hiperszybko, a jeszcze szybciej się je zjada. Na samo hasło zaczynam się ślinić jak bernardyn. Przykro mi, taka prawda – uwielbiam wszelakie kluchy, więc i gnocchi pokochałam całym sercem i od pierwszych sekund. A im więcej sera, tym lepiej.


Jakie są Wasze ulubione potrawy kuchni włoskiej? A może są takie, których nie lubicie? 🙂

Zapraszam Was do dołączenia do grupy Matki Poliglotki, gdzie wspieramy się w nauce języków i rozwoju!

Oprócz tego znajdziecie mnie na fanpage’u i Instagramie. Już 13.września na fanpage’u odbędzie się live na temat motywacji – zarezerwujcie sobie godzinkę – w porywach do półtorej! Oto link do wydarzenia 🙂

Zapraszam Was również na sesje mentoringu językowego i konwersacje ze mną – oraz na Instagram.

Do nauczenia! 🙂

Podziel się!

Co robić na L4 w ciąży?

Widziałam mnóstwo takich zapytań na różnych forach. Kobitka jest w ciąży, i nagle okazuje się, że z jakichś przyczyn nie może pracować. Ląduje na L4. I zastanawia się, co robić.

Jestem dobrym tego przykładem, bo złe samopoczucie, tak jak i zwolnienie lekarskie, mnie zaskoczyło. Wyobrażałam sobie, że w ciąży będę pracować, no bo to przecież ten czas, gdy kobieta kwitnie. No i kwitłam. Na kanapie 😀


Myślę, że jeśli dla kogoś jest to kolejna ciąża, siłą rzeczy zajęcia znajdą się same, najpewniej przyniosą Wam papier i kredki lub klocki Lego, ewentualnie zażądają naleśników 😉 Dzisiejszy artykuł jest trochę bardziej dla tych z Was, które są w ciąży po raz pierwszy.
Drogie Panie, jeśli zastanawiacie się, co zrobić ze swoim czasem na L4, podsuwam Wam dziś garść pomysłów!

ODPOCZYWAJ
Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że na L4 powinno się odpoczywać 😉 Oczywiście, są kobiety, które świetnie się czują, a L4 dostały, bo ich warunki pracy byłyby niebezpieczne dla rozwijającej się ciąży (np. praca w laboratorium chemicznym). Ale nawet te babeczki zachęcam, żeby sobie odpoczęły. Nogi do góry i relaks.

ZADBAJ O ZNAJOMOŚCI
Obojętnie czy jesteś na L4 chodzącym czy leżącym, to fajny czas, by zadbać o przyjaźnie. Jeśli nie dasz rady wyjść z domu, koleżanki zawsze mogą Cię odwiedzić. Jeśli możesz wychodzić, umówcie się czasem na ciacho lub przejdźcie na spacer. W końcu teraz masz na to czas! I na pewno będziesz czuła się bezpieczniej, zażywając świeżego powietrza w czyimś towarzystwie.

PIELĘGNUJ HOBBY LUB…
Zwolnienie lekarskie to idealny czas na rozwijanie pasji, bo masz teraz mnóstwo czasu. Chyba, że Twoja dotychczasowa pasja wymaga aktywności fizycznej lub częstego przebywania poza domem. Wtedy…

… ZNAJDŹ SOBIE NOWE!
A nuż odkryjesz miłość do szydełkowania? Robienia na drutach? Rozwiązywania krzyżówek? Czytania książek? (Choć mam nadzieję, że czytasz 😉 ) Nauki języków? 😉

PRZYGOTUJ SIĘ NA PRZYJŚCIE DZIECKA
Możesz czytać poradniki i wybierać wyposażenie pokoju i elementy wyprawki (jeśli nie stacjonarnie, to online!) – remonty zostaw dumnemu tatusiowi 😉 Chodzenie na zakupy po dziecięce fatałaszki musi być super 🙂 Mnie niestety nie było dane – gdy przyszedł czas na kompletowanie tych wszystkich cudeniek, czułam się już bardzo źle – a potem wylądowałam na patologii ciąży. Zresztą wcześniej też nie miałam siły chodzić na zakupy. Większość rzeczy dla Małego kupiliśmy zatem online.
A poradników nie czytałam. Serio, ani jednego. Jedyna książka tego rodzaju, do której zajrzałam, to „W oczekiwaniu na dziecko” – przekartkowałam ją do rozdziału o piątym miesiącu ciąży, ale, że informacje w niej zawarte były mi dobrze znane, odłożyłam ją na bok.

SNUJ PLANY
Stwórz sobie plan rozwoju zawodowego i osobistego na po ciąży, albo przynajmniej jego szkic. Co chciałabyś osiągnąć? Jak zorganizować na to czas po pojawieniu się dziecka? Teraz jest pora, by się nad tym głowić! 🙂

DBAJ O SIEBIE, CZYLI PAPĘ NA JAPĘ
Nie tylko wizyty u lekarzy, witaminy, badania i odpoczynek – zrób coś przyjemnego! Zrób sobie peeling, maseczkę, pomaluj paznokcie. Jeśli się malujesz, strzel sobie ładny makijaż. Masz na to czas!

ZACZYTAJ SIĘ
Kto Ci broni przeczytać wszystkie te książki, które zbierają kurz na regale? No kto?

SERIALE? SERIO!
Oglądaj, ile wlezie. Nadrób filmy, seriale, programy, które chciałaś obejrzeć, ale wcześniej jakoś nie było czasu.

PIELĘGNUJ ZWIĄZEK
Duża ilość pracy już nie stoi na przeszkodzie, by iść z partnerem na romantyczną kolację lub spędzić całą sobotę, oglądając razem filmy i zajadając popcorn – albo świeżą marchewkę – jeśli akurat wolisz świeżą marchewkę 😉

ACH, ŚPIJ, KOCHANIE
Tak. Po prostu śpij. Zdrzemnij się, ilekroć zamykają Ci się oczy. Drzemka w środku dnia (albo dwie!) to hiperluksus. Skorzystaj z tego!

DO SERCA PRZYTUL PSA, WEŹ NA KOLANA KOTA
Twój futrzasty pieszczoszek będzie zachwycony, widząc Cię codziennie w domu! Jeśli masz kota, uwaga z kuwetą, jej czyszczenie lepiej zostawić innym domownikom 🙂

UCZ SIĘ JĘZYKA OBCEGO
U Matki Poliglotki musiał pojawić się ten punkt. Namawiam Cię do samodzielnej nauki również na L4 – oczywiście pod warunkiem, że masz na to siłę 🙂

Jeśli chcesz uczyć się języków, zapraszam Cię do naszej grupy Matki Poliglotki 🙂

Już niedługo startuje moje pierwsze wyzwanie dotyczące samodzielnej nauki!

Jestem na Instagramie: BLOG, PLANNERY, KOSMETYKI i JEDZENIE 🙂

Podziel się!

Materiały i miejsca do nauki włoskiego na poziomie podstawowym

Jeśli chcesz zacząć uczyć się włoskiego, ale potrzebujesz pomocy przy doborze materiałów, to 1. najpierw odsyłam Cię do TEGO ARTYKUŁU o tym, jak zacząć naukę języka, 2. gdy już się z nim zapoznasz, czytaj dalej – oto kilka pozycji, które Matka Poliglotka sprawdziła na własnej skórze:

  1. Podręcznik podstawowy – zaczęłam od „Włoski raz a dobrze” z wyd. Lingo. Szukałam podręcznika, który faktycznie pozwoli na opanowanie podstaw języka, a nie tylko wspomni o najbardziej przydatnych zwrotach, by zaraz potem zawalić czytelnika potokiem pojedynczych słówek. I znalazłam, bo „Włoski raz a dobrze” zawiera w sobie wszystkie główne tematy i przystępnie wytłumaczoną gramatykę. To wszystko podane w przejrzystej szacie graficznej, która nie świeci masą obrazków. A czcionka jest przyzwoitej wielkości.
  2. Podręcznik do gramatyki #1: Tutaj polecam Wam Gramatykę z wyd. Edgard. Znajdziemy tu gramatykę wytłumaczoną w sposób skuteczny i bezbolesny, a ilość ćwiczeń jest optymalna.
  3. Rozszerzaniu słownictwa idealnie posłuży Repetytorium tematyczno-leksykalne z wyd. Edgard – ciekawe teksty z porcjami słówek + ćwiczenia – czego chcieć więcej?
  4. Bonusik do gramatyki: pierwsza część wspomnianej przeze mnie już serii „Gramatyka w tłumaczeniach” z wyd. Preston Publishing. Cud miód i orzeszki.
  5. Polecam Wam też Testy gramatyczno-leksykalne z wyd. Edgard oraz „Włoski w ćwiczeniach” – z tego drugiego podręcznika co prawda nie korzystałam osobiście, ale używałam go w wersji francuskiej i hiszpańskiej, a jako, że są skonstruowane identycznie, z czystym sumieniem mogę go polecić.
  6. Italiano Automatico – kanał YouTube prowadzony przez młodego Włocha imieniem Alberto – co tu dużo mówić, miał chłopak świetny pomysł, bo zaczął nagrywać filmiki w dwóch prędkościach mówienia – dla początkujących i trochę bardziej zaawansowanych. Bardzo dobrze tłumaczy zagadnienia gramatyczne i niuanse kulturowe, a odkąd w filmikach bierze udział też Nonna, czyli jego babcia, ogląda się jeszcze przyjemniej. Cudowna sprawa!
  7. Learn Italian with Lucrezia – Lucrezia zabiera nas w do świata języka włoskiego w bardzo sympatyczny sposób, warto rzucić okiem 🙂
  8. Oczywiście dobrą pomocą w nauce włoskiego będą konwersacje – zarówno na Skype, jak i na żywo. Osobom z Krakowa – lub bywającym w Krakowie – polecam Italian Meeting, czyli spotkania dla osób chcących ćwiczyć swój włoski w nieformalnej, miłej atmosferze. Kto wie, może kiedyś się tam spotkamy 😉
    Jeśli chcesz zacząć uczyć się języka od podstaw, zapraszam Cię do udziału w naszym pierwszym wyzwaniu w grupie Matki Poliglotki – miejscu, w którym rodzice (i nie tylko) wspierają się w nauce języków i rozwoju 🙂 Wyzwanie startuje już 1. lipca!

    Jestem na Instagramie:
    Matka Poliglotka
    Lipsticks United
    Planner Fever
    Portret Smaku

Podziel się!

Czas na naukę języków (jest zawsze)!

Każdy zna dni, gdy jest tyle spraw do załatwienia, że biega się od rana do wieczora jak przysłowiowy kot z pęcherzem – z obłędem w oczach, prawie gubiąc po drodze głowę (a ile kluczy, parasoli i pomadek do ust ginie w takie dni, tego nikt nie zliczy). Dni, gdy wieczorem pada się na przysłowiowy pysk, i patrząc na miniony dzień myśli się „Jak ja dałam/em radę to wszystko dziś załatwić”.

Gdy jest się rodzicem, takie dni oczywiście też się zdarzają, tyle że dodatkowo z maluchem u boku – a taki maluch wie, kiedy zamienić się w syrenę, zabrudzić trzy pieluszki jedną po drugiej, odpuścić sobie jedną z drzemek i być potem bardzo zmęczonym. Albo bidulek akurat ma gorszy dzień lub źle się czuje. Pomyślisz sobie „Nie ma szans, żebym w takie dni zrobił/a coś z języków”. A guzik prawda!

Poniżej znajdziesz listę 10 aktywności, które możesz wykonywać nawet w te dni, gdy „nie masz na nic czasu”.

1. Słuchanie muzyki.
Włącz w tle piosenki w języku, którego się uczysz. Jeśli robisz coś, co nie wymaga zbyt dużej koncentracji – na przykład walczysz ze stertą prania – możesz poćwiczyć wymowę, śpiewając. Jeśli nie umiesz śpiewać, zawsze możesz potem powiedzieć, że znajomi dali Ci pod opiekę na jeden dzień kota. Albo przeprosić 😉 Wersja dla dzieciatych: pośpiewaj dziecku/z dzieckiem. Potańczcie! A dlaczego nie?

2. Czytaj co Ci wpadnie w ręce.
Etykiety podczas rozpakowywania zakupów. Instrukcję obsługi czegoś, co akurat kupiłaś/eś. Obcojęzyczne ogłoszenia w miejscach publicznych, w których przebywasz. Albo przyniesione ze sobą czasopismo – na przykład w kolejce w banku. 10 minut to dużo.

3. Tłumacz do upadłego.
Nudny wykład albo zebranie w pracy? Taaak, wszystkie zebrania w pracy są ciekawe! 😉 Jeśli akurat zdarzy się moment z informacjami, które akurat Ciebie nie dotyczą, tłumacz w głowie na język obcy słowa osoby mówiącej. Trening czyni mistrza! A czas zleci szybciej. Wersja dla rodziców w kolejce do pediatry: zamiast włączać się do rozmowy o rozszerzaniu diety, próbuj tłumaczyć w myślach to, co mówią inni.

4. Pogadaj sobie!
Stoisz w kolejce w banku i słyszysz, że obcokrajowiec przed Tobą ma problem z uzyskaniem informacji? Pomóż! Odezwij się! Przyjemne z pożytecznym – przy okazji pracujesz nad zlikwidowaniem bariery w mówieniu (o ile jeszcze ją masz!).

5. Próbuj myśleć w języku obcym.
Zamiast myśleć „Muszę wyprać ubrania” (nie wiem, co ja mam z tymi ubraniami  – ale przykładów z nimi pewnie trafi się jeszcze sporo 😉 ), pomyśl to samo w języku, którego się uczysz. W zależności od poziomu biegłości możesz dodać „Lubię te spodnie”,  „Pamiętam, jak tania była ta bluzka” albo „O @!#$%^, znowu plama, a mówiłam, żeby uważał, jak je coś z sosem!” 😉

6. Research, baby, research
Potrzebujesz informacji na jakiś temat? Wpisz w wyszukiwarkę hasło w języku obcym i zapoznaj się z wynikami. Proste? Proste!

7. Wykorzystuj każdą szansę
Jesteś na spotkaniu w restauracji czy kawiarni, której właściciel/kelner/ktokolwiek jest obcokrajowcem? Złóż zamówienie lub podziękuj za sprawną organizację/rezerwację w języku, którego się uczysz.

8. Pokaż mi, mamo/tato
Jesteś z dzieckiem na spacerze i tłumaczysz albo pokazujesz „Ptaszek, zobacz, jak wysoko leci”, „Wczoraj padał deszcz i było zimno, dlatego musieliśmy zostać w domu, ale dziś jest piękna pogoda i spacerujemy”? Potem w myślach przetłumacz te zdania.

9. Planuj!
Kto Ci zabroni prowadzić kalendarz/planner w języku obcym? No kto?

10. Instagram
Prowadzisz firmowy/blogowy Instagram? Dodawaj opisy zdjęć nie tylko po polsku. Trening + zwiększenie publiki w jednym!

A Ty jakie masz sposoby na ćwiczenie języka, gdy pozornie nie masz czasu lub faktycznie masz go bardzo mało? 😉

Dołącz do mojej grupy FB, już niedługo pierwsze wyzwanie językowe: nauka nowego języka!


A TU jest mój fanpage, gdyby przyszła Ci ochota polubić 😉

Jestem na Instagramie: konto BLOGA, konto poświęcone PLANOWANIU, konto z JEDZONKIEM i najświeższe konto poświęcone KOSMETYKOM 😉 Tak, lubię Instagram 😉

Podziel się!

Jak organizować czas na naukę przy malutkim dziecku?

Postanowiłaś już, że nie chcesz być jak Krysia (po wyjaśnienie odsyłam Cię do ostatniego postu) – to świetnie! Pora zorganizować czas na naukę. Wbrew pozorom to nie takie trudne. Pod spodem znajdziesz wskazówki, które można odnieść do wielu innych czynności, nie tylko do nauki.

1. Najpierw zorientuj się, kiedy uczy Ci się najlepiej. Kiedy już wyczujesz, w których momentach dnia zamieniasz się w intelektualną torpedę, weź te chwile na celownik. Idealnie byłoby, gdyby te bloki czasowe zgadzały się z porami snu Twojego dziecka. I na pewno tak jest, jeśli masz wyjątkowe szczęście. A przypuszczam, że nie masz, i w chwili, gdy pociecha zapada w sen, Twój mózg, delikatnie mówiąc, nie jest w stanie pracować bardzo wydajnie 😉
Jeżeli nie masz możliwości uczyć się w najbardziej komfortowych dla Ciebie porach, nic straconego. Znajdź inne. I postaraj się ich trzymać, bo gdy wyrobisz sobie nawyk, będzie Ci łatwiej się skupić.
Nasz wiekowy sąsiad ma beagle’a. Beagle codziennie dostosowuje swój rytm chodzenia do tempa starszego Pana. Ale gdy syn sąsiada zabiera psiaka wieczorem na spacer i spuszcza go ze smyczy, kreatura wypada radośnie z klatki jak pocisk i biegnie ile sił w łapach, które odskakują mu jak królikowi. Tak masz zasuwać do materiałów, gdy ktoś akurat zajmuje się dzieckiem w czasie, gdy łatwo Ci się skupić. Zostaw to pranie. Nawet nie myśl o prasowaniu. Najlepiej przygotuj sobie wcześniej cokolwiek, z czego korzystasz, i od razu usiądź do nauki.

2. Nie lekceważ potęgi dziesięciu minut. Może Ci się wydawać, że to mało czasu. No właśnie, wydaje Ci się. A teraz weź podręcznik, włącz stoper i zobacz, ile możesz zdziałać w tak pozornie krótkim czasie.

3. Ustal priorytety. Podczas gdy Twój bobasek ucina sobie drzemkę w kolejce do pediatry, naprawdę masz ochotę wysłuchiwać, ile i jakie kupki robią dzieci innych rodziców? Nie? No to zabierz się chociaż za powtórkę materiału. A próbujących zagadać Cię ludzi zwyczajnie przeproś.

4. Planuj naukę. Tak, planuj. Już wiesz z jednego z wcześniejszych artykułów, że się da. Zatem teraz Twoja kolej. Jak nie zaplanujesz, nic nie zrobisz. Przemyśl, w które dni chcesz się uczyć danego języka i rozpisz związane z tym aktywności. Zastanów się, ile czasu potrzebujesz. Na pewno go znajdziesz.

5. Doceń poranki i wieczory. Jasne, że czasem pewnie padasz na twarz, ale skoro po porannej pobudce zafundowanej przez dziecię i tak już się nie wyśpisz, spędź ten czas w produktywny sposób. A wieczorem? Jest zwyczajnie spokojniej 🙂

6. Angażuj ojca dziecka. Niby to oczywiste, ale życie pokazuje, że jednak nie dla wszystkich. Jeśli on może po pracy rozwijać swoje zainteresowania i relaksować się, Ty też możesz poświęcać czas na to, na czym Ci zależy. I nie daj sobie komukolwiek wmówić, że przecież on pracuje na etacie, to musi to czy tamto. Ty też masz swoje obowiązki i prawo do odpoczynku i swojego hobby. Jeśli nie bardzo dociera, po prostu ucz się poza domem. Wyjdź na kawę albo na spacer.

7. Rozejrzyj się dookoła. Może gdzieś blisko mieszka mama, z którą mogłabyś się umawiać na wymianę językową? Wybierzcie się razem na spacer z dziećmi, na przykład dwa razy w tygodniu. I rozmawiajcie. W tym przypadku rozmowa o kupkach może być bardziej interesująca, a nawet wyjdzie Ci na dobre 😉

W jednym z następnych postów podrzucę Ci pomysły na to, jak pielęgnować znajomość języka w te dni, gdy masz faktycznie mniej czasu. Tymczasem zapraszam Cię do grupy Matki Poliglotki na Facebooku – stwórzmy społeczność uczących i rozwijających się rodziców (tak tak, panowie też są mile widziani 😉 )!

Jeśli masz Instagram, jestem TU! 🙂

Podziel się!

Matka Polka zapuszczona, czyli życzenia na Dzień Matki

Po urodzeniu dziecka (lub, co gorsza, nawet przed) u wielu kobiet pojawia się niepokojący mechanizm: zapominają, jakimi kobietami były wcześniej.

Nadajmy naszej dzisiejszej bohaterce imię Krysia. Zatem opowiem Ci o Krysi.

Krysia przed ciążą była bardzo zadbaną kobitką. Zawsze umyte i ułożone włosy, przeważnie też makijaż – czasem mniej, czasem więcej, ale generalnie lubiły się ze szminką.
Teraz, po urodzeniu dziecka  prędzej pomyliłaby szczoteczkę od tuszu ze szczoteczką do zębów. Włosy myła ostatnio w piąt… nie, czekaj, to chyba był wtorek. Taka fryzura ma swoje plusy, można w niej zaczepić kilka przedmiotów i żaden nie wypadnie. Jeśli Krysia będzie mieć szczęście, to się nawet przyklei. No wiem, że fuj.

Krysia przed ciążą zwracała uwagę na to czy jej ubrania są czyste.
Teraz zastanawia się „Zupka czy soczek?” i po krótkiej chwili namysłu decyduje, że jednak soczek, i że może ubrać tę bluzkę, idzie przecież tylko z dzieckiem na spacer. Wersja dla matek dzieci przed rozszerzeniem diety: „Ulało się czy się odbarwiło?”

Krysia przed ciążą śmiała się z pieszczotliwych żartów męża na temat sadełka.
Teraz staje przed lustrem, patrzy na siebie z niesmakiem i mówi „Co za ohyda”.

Krysia przed ciążą mówiła „piersi” albo „biust”.
Teraz mówi „cyce”.

Krysia przed ciążą lubiła czytać książki.
Teraz też czyta, ale tylko takie z grubymi, sztywnymi kartami.

Krysia przed ciążą planowała zrobić certyfikat z języka obcego.
Teraz podręczniki leżą na półce. Bardzo tęsknią za Krysią.

Kobieto, która to czytasz – matko, która to czytasz – proszę, nie przestawaj dbać o siebie, gdy Twoja pociecha pojawi się na świecie.
Nie przestawaj robić rzeczy, które lubiłaś, nosić ciuchów, które lubiłaś, robić makijażu, jeśli go robiłaś.
Nie trać szacunku do własnego ciała. Nie jesteś „tłusta” ani „potrzaskana” rozstępami. Piersi to dalej piersi, nie „cyce” i nie „mleczarnia”. To normalne, że ciało kobiety zmienia się w ciąży – mniej lub bardziej. Ale nie obrażaj siebie samej – w końcu nie chciałabyś usłyszeć od nikogo czegoś takiego.

Nie przestawaj się rozwijać. Dla wielu matek narodziny dziecka to ogromna rewolucja – jeśli jest tak i w Twoim przypadku, to bardzo Cię proszę, gdy już uda Ci się okrzepnąć po pierwszych kilku tygodniach, wyjrzyj zza stosu pieluszek i butelek i zobacz, że Twoje zainteresowania czekają na Ciebie. Wróć do nich stopniowo – może w skromniejszym wydaniu – ale wróć.

I przede wszystkim nie daj sobie wmówić, że nie dasz rady. Że teraz to już możesz zapomnieć o wytuszowaniu rzęs/pomalowaniu paznokci/obcięciu włosów/czytaniu książek/oglądaniu filmów. Że możesz zapomnieć o wypiciu ciepłej kawy do momentu, w którym Twoje dziecko będzie mieć piętnaście lat. Że teraz to się nigdzie nie ruszysz, możesz zapomnieć o wyjściach ze znajomymi. Że nie będziecie mieć z partnerem/mężem tyle czasu dla siebie, co wcześniej. Że bliskość będziecie mieć teraz tylko we wspomnieniach.

Być może Twój rozmówca lub rozmówczyni mieli inną sytuację, dziecko o zwiększonej potrzebie uwagi lub ich dziecko jest/było na coś chore – albo ze swojej własnej winy zawalili kilka kwestii już na samym początku życia dziecka, i potem nie ogarnęli ich z powrotem. Bo niestety, ale wychowanie zaczyna się od pierwszego dnia życia. Nie po trzech czy sześciu miesiącach.
Cokolwiek przytrafiło się córce sąsiada siostry szwagra – to nie znaczy, że w Twoim przypadku też tak będzie.

Z okazji Dnia Matki życzę Tobie i sobie, żeby macierzyństwo i codzienność były dokładnie takie, jakich byśmy chciały. I żebyśmy potrafiły osładzać sobie te trochę bardziej gorzkie dni.

Czasem nie ma możliwości wypić od razu ciepłej kawy – ale od czego są kubki termiczne?
Szczęśliwa Mama to szczęśliwe Dziecko, pamiętaj 🙂

Artykuł wjeżdża na blog z opóźnieniem – mieliśmy mały pobyt w szpitalu i choć Matka Poliglotka miała czas, to nie miała głowy 😉

Zostań jedną z Matek Poliglotek – dołącz do mojej grupy na FB, by wspólnie wspierać się w nauce języków i rozwoju! Da się! 🙂

Znajdziesz mnie też na INSTAGRAMIE 😉

Podziel się!