Dziś Dzień Kobiet.
Z tej okazji specjalny post. A co!

 

Jaki obraz Matki Poliglotki widzicie, czytając blog? Dobrze zorganizowana, ogarniająca kilka obszarów w życiu, wie, jak gospodarować czasem i nie poświęca go na głupotki?

Aha. To zaraz Wam opowiem o bardziej „ludzkiej” stronie Matki Poliglotki. Zdradzę Wam, co kupuję i co robię, gdy inne kobiety przymierzają trzydziestą parę butów.

Zacznijmy od tego, że moje stopy wyglądają na normalne. Naprawdę. Poza tym, że po ciąży z pełnego 41 zrobiło się skromne 42… Ale do rzeczy 😀 Wyglądają na normalne, ale kupienie butów to koszmar, bo to dość specyficzna anatomia, pytałam Mamę czy mogę je gdzieś wymienić, ale powiedziała, że niestety nie 😉 Zatem jak pewnie się domyślacie, NIENAWIDZĘ kupować butów.

Jak wchodzę do sklepu i oglądam jakąś parę, przychodzi Bogu ducha winna ekspedientka i zaczyna, że taki duży wybór, że ona bardzo lubi oglądać i przymierzać, to robi mi się gorąco i mam ochotę powiedzieć „To cudownie! Opowiem pani swoją historię…” 😀 Zamiast tego mówię, jakich butów potrzebuję, że koniecznie takie i takie, i jeszcze wysokie na podbiciu, rozmiar 41/42 i przydałoby się, żeby znośnie wyglądały. I okazuje się, że przeważnie znajduje się kilka par, które dobrze wyglądają. Ale „Niestety, z damskiej rozmiarówki mamy tylko do 40”.

Mhm.

I tak nadal czuję się kobietą 😀 , więc trudno się mówi i żyje się dalej. Kupuję gdzie indziej jakimś cudem damskie buty – nie piękne (choć mam dwie pary, które naprawdę mi się podobają!) – po prostu wygodne i takie, które wizualnie nie robią z Yeti Yeti do kwadratu. A czasem bywa tak, że zupełnie nie ma rozmiaru i trzeba kupić męskie. Ostatnio zdarzyło mi się to we Włoszech, gdy zepsuł mi się zamek w starych zimowych botkach, a że akurat było piętnaście stopni, dziękowałam komu mogłam za ten zbieg okoliczności i ucieszyłam się, że znajdę sobie fajną parę butów. Znalazłam! Na dziale męskim. Ale nie widać po nich, dla której płci teoretycznie są przeznaczone 😉

No więc wychodzę z obuwniczego i idę na dalsze zakupy. Dokąd?

Tam, gdzie nie liczy się rozmiar 😀

 

KSIĘGARNIA

To miejsce, gdzie uwielbiam przebywać – choć niestety rzadko mam taką możliwość – i świetnie się tam czuję.

Kocham książki! Piszę doktorat z literaturoznawstwa, tak że chyba można się zorientować, że co jak co, ale książki to ja lubię 😉

Najtrudniej jest w tzw. składach taniej książki. Jest taki jeden na Grodzkiej w Krakowie. Zatrzęsienie książek, w dodatku równo poukładanych, bez bajzlu, aż miło wejść i coś wybrać.

Jak tam wsiąknę, trzeba mnie wywabiać czekoladą. Odkąd mam dziecko, jest wysoce prawdopodobne, że widok synka za szybą również mnie stamtąd wyciągnie. Albo zanurkuję jeszcze głębiej, w zależności od dnia 😀

 

PAPIERNICZY

O Mamusiu, jakie to piękne! I tamto! Ta okładka jest taka przyjemna w dotyku…

Ohoho, ale wybór zeszytów w kropki!

A5 czy B5?

W sumie to ten notes jest podobny do tego, który już mam (tutaj najczęściej zwycięża rozsądek).

Karteczki samoprzylepne w kształcie chmurek!

Naklejki!

 

W okolicy końca roku wydobycie mnie z papierniczego lub z czeluści Empiku jest po prostu niemożliwe. Dlaczego? Plannery! Muszę wszystkie obejrzeć, porównać środki, fakturę i kolor papieru, okładki, tasiemki, magnesy i inne pierdółki. Na sam koniec będę stać przez piętnaście minut z dwoma finalistami w rękach i zastanawiać się, który będzie tym szczęśliwcem i pojedzie ze mną do domu, by towarzyszyć mi przez następny rok.

Mąż w tym czasie stoi w bezpiecznej odległości i zastanawia się czy będzie mi wygodnie spać na balkonie za karę, że musi na mnie czekać. Żartuję 😀 Najczęściej sam też ogląda i do tego mi doradza!

Jako, że zazwyczaj używam więcej niż jednego plannera, ten pierwszy zostaje głównym kalendarzem, a za jakiś czas i tak wracam po ten drugi – albo znajduję ciekawszy model w innym sklepie.

 

SZMINKI MY LOVE

Ze wszystkich kosmetyków to właśnie produkty do ust lubię najbardziej. Być może dlatego, że do makijażu rzadko używam czegoś więcej niż tuszu do rzęs i właśnie czegoś do makijażu ust. W moim zaczarowanym pudełku znajduje się kilkadziesiąt produktów. W drugim, z balsamami, też można się zgubić. Balsamy to niestety konieczność, ale za to bardzo miła 🙂

A Wy jakiego macie fizia, drogie Panie?

– – –
Mała aktualizacja dotycząca projektu Notatki BiznesMatki:

W związku z tym, że na ostatnim live nie powaliła frekwencja (ekhm), stwierdziłam, że rozsądniej będzie zorganizować jedno spotkanie online, ale za to dużo dłuższe, tak, żeby była większa szansa, że skorzysta z niego więcej przedsiębiorczych kobiet. Niebawem pojawi się post ze wszystkimi najważniejszymi informacjami, w tym z terminem wydarzenia – trzymajcie rękę na pulsie! 🙂

FANPAGE

INSTAGRAM

BLOG LITERACKI Espresso Books

INSTAGRAM Espresso Books

GRUPA KOBIECA ENERGIA

GRUPA JĘZYKOWA

 

 

 

Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.