Rozwój osobisty – ale po co Ci to?

Doszły mnie słuchy, że istnieje rodzaj ludzi, którzy potrafią zadać chcącej się rozwijać młodej matce pytanie „Po co ci to?”. Serio. A zatem dzisiaj artykuł właśnie na ten temat. Jestem Matką Poliglotką, to fakt, ale akurat tutaj można spojrzeć na problem nie tylko w świetle nauki języków.

W pozornie niewinnym pytaniu „Po co ci to?” kryje się bardzo nieładna podszewka, która zazwyczaj szybko wychodzi na wierzch, ukazując (mam nadzieję, że tylko) wąskie horyzonty pytającego (a nie zwyczajne chamstwo). Być może pytający nie wie, że masz zamiar zdobyć jakiś certyfikat, skończyć studia podyplomowe czy kurs w celu uzyskania lepszych dochodów i rozwoju własnej osoby. Być może w ogóle nie widzi sensu w Twojej pasji. Niestety, z tego, co od Was usłyszałam – a raczej przeczytałam – najczęściej chodzi o brak zrozumienia dla takiej konfiguracji, gdzie kobieta zajmuje się (najczęściej jeszcze małym) dzieckiem, „siedzi” w domu, i przy tym chce wykorzystać część czasu na własny rozwój.

Oto, jakie mądrości można usłyszeć:

  1. Nie masz co robić? Siedzisz w domu, to coś zrób.
    Ale że tak całymi dniami masz latać przyklejona do mopa? Albo prasować (o ile prasujesz)? Twój rozmówca albo jest pedantem, albo myśli, że mieszkasz w chlewie. Proszę państwa, chlew się nie robi od tego, że pani domu chce się rozwijać. I na przykład czytać literaturę branżową. Zapisanie się na studia podyplomowe również nie sprawi, że zaniedba ona dom i nagle pojawią się pająki i karaluchy, które będą w domu tak długo, że trzeba będzie nadać im imiona. Nie można w kółko sprzątać! Życie jest ciekawe, naprawdę!

    2. Weź się zajmij dzieckiem.
    A nie zajmujesz się? Jest głodne, zaniedbane, smutne, całymi dniami leży samo? Nie? No właśnie. Poza tym, zwolenników ciągłego sterczenia nad dzieckiem i rzucaniem w niego piętnastoma zabawkami na sekundę zachęcam do poczytania o tzw. przebodźcowaniu. Dziecko potrzebuje spokojnego czasu dla siebie. Potrzebuje sobie posmerfować, mając matkę w pobliżu. A matka może ten czas wykorzystać dla siebie samej. Nie wspomnę o tym, że małe dzieci najczęściej ucinają sobie w ciągu dnia jedną lub kilka drzemek. Przez ten czas można wpatrywać się w bobasa rozanielonym wzrokiem, ale można też poczytać książkę, pouczyć się języka, pisać bloga, robić notatki albo pisać pracę dyplomową. Uwielbiam patrzeć, jak Mały śpi, ale żeby tak cały czas?

    3. Bycie matką powinno ci teraz wystarczyć. 
    Mama to bardzo ważna i odpowiedzialna rola. I do tego piękna. Nawet jak Cię maluch obrzyga trzy razy na dzień, to jest to słodkie i urocze. Mówię to bez cienia ironii, a jestem matką małego ulewacza 😉
    I jeżeli bycie matką wystarcza kobiecie, by czuć się spełnioną, to cudownie! Ale jest sporo kobiet, które po pojawieniu się dziecka dalej postrzegają siebie jako chcące się rozwijać istoty. Albo dopiero po narodzinach pociechy zapala się w nich iskra, by się rozwijać. Może mają ambicje, które zwyczajnie sięgają poza domowe pielesze, i choć dziecko jest najważniejsze, cała reszta dla nich nie zniknęła. W tym również nie ma nic złego.

    4. I tak ci się to nie przyda, bo siedzisz w domu.
    To, że kobieta spędza większość czasu, przebywając w domu po urodzeniu dziecka, jest normalne. Ale, o ile nie ma zamiaru powrócić do pracy, albo nie ma zamiaru robić już nigdy nic poza tym, co robi, zajmując się domem, KIEDYŚ dana umiejętność czy wiedza jej się przyda – cokolwiek robi dla swojego rozwoju, będzie miała możliwość to wykorzystać lub rozwinąć, na przykład wtedy, gdy maluch podrośnie na tyle, by postawić stópkę na terenie przedszkola. Albo żłobka. To nie jest tak, że ta kobieta już nigdy nie będzie robić nic innego niż opiekować się dzieckiem. Dzieci rosną, heloł. A nawet idą do szkoły! A potem na studia! A tak na marginesie – mama w domu nie może mieć swojej pasji, jak każdy inny człowiek?

    Obojętnie, co jest powodem takich uwag – a na pewno nie jest to troska – Ty, jako matka, nie bierz ich do siebie. Puszczaj mimo uszu. To Ty wiesz najlepiej, czego chcesz, i wiesz też, że zajmujesz się swoim dzieckiem najlepiej jak możesz. Masz prawo mieć swoje pasje. Masz prawo się rozwijać, jeśli tylko chcesz. A Twoja pociecha za jakiś czas na pewno będzie Cię wspierać i będzie się cieszyć, że mama ma fajne zainteresowania, albo, że robi ciekawe rzeczy w pracy. Pod warunkiem, że nie zrezygnujesz ze względu na opinie osób, które, powiedzmy sobie szczerze, bardzo często nie mają z Tobą zbyt wiele wspólnego. Jesteś dorosłą kobietą, do cholery! Jeśli inni mają problem z tym, że chcesz robić rzeczy, które są dla Ciebie przyjemne i/lub mają przysłużyć się Twojej przyszłości (i również przyszłości Twojego dziecka), to… ich problem.
    *

    Zapraszam Cię do grupy Matki Poliglotki, gdzie wzajemnie wspieramy się w nauce języków – jeśli nie jesteś mamą, nic się nie martw, grupa jest otwarta na wszystkich!

    Lubię Instagram, zajrzyj do mnie: BLOGKSIĄŻKI,   PLANOWANIE  🙂

Podziel się!

Jak zacząć się uczyć języka obcego?

Masz marzenie nauczyć się jakiegoś języka obcego. Potem marzenie przeradza się w postanowienie. Zbierasz materiały, niby jesteś gotowa, siadasz i… klops. Nie idzie. Ba, nawet nie zaczynasz, bo zastanawiasz się, JAK. To ja dzisiaj powiem Ci, jak 🙂

Zacznijmy od organizacji sesji nauki.
Brzmi poważnie? Bo to jest poważna sprawa! Wszystko zaczyna się od planu. Jeśli go nie masz, jest duże prawdopodobieństwo, że Twoja nauka będzie stać w miejscu. Jeśli, tak jak ja, na samym początku nauki składasz wizytę w księgarni językowej, a po Twoim wyjściu półka z materiałami wygląda jak po plądrowaniu (nie, że sajgon, tylko, że tyle ubyło), to istnieje prawdopodobieństwo, że gdy już uda Ci się przytargać wszystkie zakupione tomiszcza do domu, nie będziesz wiedzieć od czego zacząć. Oczywiście, jeśli uczysz się samodzielnie już długo, od razu będziesz wiedzieć, że „to na teraz”, a „tamto odłożę i poczekam, aż będę na A2”. Tak jak pisałam w artykule na temat doboru materiałów, na początek jest Ci potrzebnych tylko kilka podstawowych źródeł. Masz je już? Super! Zatem czytaj dalej.

Zastanów się teraz nad kilkoma rzeczami, a zorganizowanie sesji nauki przyjdzie Ci bardzo łatwo:
1. MIEJSCE I CZAS
Wybierz takie miejsce, w którym jesteś w stanie się skupić. To nie musi oznaczać, że ma tam panować idealna cisza. Lubisz, gdy w tle jest harmider? Spróbuj pouczyć się w kawiarni! Albo włącz w domu radio.
Miejsce do nauki powinno być też bezpieczne. Wiadomo, nie pójdziesz się uczyć w krzaczorach, gdzie o różnych porach dnia można spotkać na przykład panów konsumujących alkohol 😉 Pewnie nie usiądziesz też na środku jezdni – chodzi mi o takie miejsce, gdzie dobrze się czujesz. Jeśli wybierasz naukę na łonie natury, pamiętaj, że mrówki i osy to też część natury, i o ile może Cię nie zaatakują, mogą rozpraszać.
Odkrywaj nowe miejsca – a nuż dojdziesz do wniosku, że świetnie uczy Ci się tam, gdzie jeszcze miesiąc temu nie postawiłabyś nogi.
Pamiętaj, by uczyć się o takiej porze, żeby Twój mózg coś tam jednak przyjął 😉 Obserwuj siebie, już po kilku dniach zorientujesz się, kiedy uczy Ci się najlepiej. Dąż do tego, by w tych porach wykroić czas na naukę. Choćby pół godziny. Choćby piętnaście minut. Piętnaście minut to dużo, usiądź z książką, to się przekonasz 🙂

2. BRAK LUDZI
Nie chowaj się w szafie ani nie rzucaj długopisami w każdego, kto pojawi się na horyzoncie – unikaj jedynie nauki w miejscach, gdzie ktoś może Cię zagadywać. Albo, innymi słowami, unikaj osób, które nie rozumieją, że chcesz się uczyć. Nie wdawaj się w rozmowy, grzecznie przeproś i zabierz się do nauki albo… przenieś się gdzie indziej. Niestety nie do każdego dociera słowo mówione, a wiele osób ma niepohamowaną potrzebę nawijania makaronu na uszy. To super, ale pogadacie sobie innym razem. To samo tyczy się Fejsa i innych internetowych rozpraszaczy 😉

3. COŚ DO PICIA I ZOSTAW TEGO PĄCZKA W SPOKOJU
Weź sobie coś do picia. Kawa jest okej, pod warunkiem, że wypijesz ją od razu, a nie będziesz latać co 10 minut do mikrofalówki (To akurat ja, ja tak robię, piję i jem bardzo powoli, i nieraz muszę podgrzewać, przez co się rozpraszam.) Dlaczego nie powinnaś jeść w trakcie nauki? Po pierwsze, przekąska, po którą musisz się przejść do kuchni, może równać się małej przerwie, której Twój mózg potrzebuje (Uwierz mi, jeśli dopiero zaczynasz, potrzebuje jej tym bardziej!). Po drugie, po prostu się rozpraszasz. Pyszny ten wafelek, ale o! ukruszył się, musisz szybko pozbierać i wyrzucić, bo przyjdzie pies i zeżre. Ubrudziłaś się, więc koniecznie musisz umyć ręce, etc. Pączek poczeka. Pączek rozumie.

4. COŚ DO NOTOWANIA – JEŚLI NOTUJESZ
Kto lubi kolorowe długopisy, ręka do góry! A kto nie lubi, ten pozostaje przy standardowych kolorach (podobno lepiej nam się uczy, czytając notatki zrobione granatowym lub niebieskim atramentem). Zdecyduj czy wolisz używać notesu/zeszytu, a może segregatora z kartkami? Gdy już będziesz mieć zestaw małego skryby, zastanów się, jak chcesz notować: za pomocą opisów, dwóch kolumn, rysunków, map myśli, albo może jeszcze inaczej?
Dobrym pomysłem jest robienie nagłówków w notatkach. Łatwiej się połapać i przyjemniej siadać do powtórek 😉
Wbrew pozorom, szczególnie dla leworęcznych bardzo ważny jest dobór odpowiedniego długopisu/pióra. Chyba, że lubisz mieć granatowe smugi na lewej ręce, to łap dowolny 😉
Jeżeli robisz notatki na komputerze, dobierz odpowiedni dla Ciebie program – np. Evernote.
Pomyśl też, w jaki sposób robić notatki, tj. w trakcie nauki czy dopiero pod koniec. Robienie notatek na bieżąco może Cię na początku rozpraszać.

5. PO KOLEI
Ile powinna trwać sesja? Tyle, ile jest dla Ciebie optymalne + ile masz czasu do dyspozycji. Na początek proponuję Ci pół godziny.
Pamiętaj, żeby przy dłuższej sesji co jakiś czas robić sobie przerwę. Tak, wiem, jeśli masz małe dziecko (lub dzieci, w liczbie mnogiej), możesz nie mieć trzech godzin naraz – to nic; wykorzystaj ten czas, który masz. A następną sesję zacznij od krótkiej powtórki.

NO DOBRA, SESJA SESJĄ, ALE PRÓBUJĘ I JAKOŚ NIE MOGĘ ZABRAĆ SIĘ ZA NAUKĘ. JAK ZACZĄĆ?
Uwierz mi, rozpoczęcie samodzielnej nauki jest proste jak konstrukcja cepa. I z niewiadomych względów określane jako nadludzki, wymagający supermocy wysiłek, którym wcale nie jest. Oto trzy główne rady Matki Poliglotki:

1. Metoda małych kroków świetnie sprawdza się w nauce. Nie nauczysz się wszystkiego naraz. NIE DA SIĘ. Dotarło? Ambicje odłóż na bok! Nie pospieszaj sama siebie, bo wtedy zapału starczy Ci na pierwsze trzy dni – przy dobrych wiatrach na tydzień. Będziesz zmęczona i w końcu zrezygnujesz. Wyznaczaj sobie małe porcje materiału. Jeden rozdział podręcznika zamiast dwóch, Dwa testy zamiast czterech. Z czasem na pewno zwiększysz tempo, ale zaczynaj od małych partii.
2. Nie porównuj się do innych. A już na pewno nie do tych, którzy uczą się sami od dawna! Porównania wyłącznie dołują, a chyba nie o to Ci chodzi? Traktuj bardziej zaawansowanych uczących się jako inspirację, a nie jako symbol etapu, do którego chcesz dotrzeć w jak najkrótszym czasie i za wszelką cenę. Taka mała rada ubrana w język byłej gimbazy: daj sobie siana z porównaniami.
3. Nie komplikuj sobie życia. Masz materiały? Masz plan? Masz wyznaczone pory dnia? Masz przemyślaną strategię nauki? Masz plan sesji nauki? To bierz się do pracy. Nie zastanawiaj się czy tym razem Ci się uda – pomyśl, że Ci się uda. Nie zastanawiaj się czy właściwie dobrałaś materiały – jeśli coś nie będzie pasować, wyjdzie w praniu i to zmienisz.

PO PROSTU ZACZNIJ 🙂

Zapraszam Cię do mojej grupy FB, w której wzajemnie wspieramy się w nauce – za nami pierwsze wyzwanie językowe, a przed nami kolejne – być może już z Tobą na pokładzie? 🙂 www.facebook.com/groups/matkipoliglotki  – Choć w nazwie są matki, grupa jest otwarta na wszystkich!

Lubię Instagram: BLOG/STUDYGRAM , PLANOWANIE , MAZIDŁA , i, uwaga uwaga, moje najnowsze Instagramowe maleństwo, BOOKSTAGRAM 🙂

Podziel się!

Co robić na L4 w ciąży?

Widziałam mnóstwo takich zapytań na różnych forach. Kobitka jest w ciąży, i nagle okazuje się, że z jakichś przyczyn nie może pracować. Ląduje na L4. I zastanawia się, co robić.

Jestem dobrym tego przykładem, bo złe samopoczucie, tak jak i zwolnienie lekarskie, mnie zaskoczyło. Wyobrażałam sobie, że w ciąży będę pracować, no bo to przecież ten czas, gdy kobieta kwitnie. No i kwitłam. Na kanapie 😀


Myślę, że jeśli dla kogoś jest to kolejna ciąża, siłą rzeczy zajęcia znajdą się same, najpewniej przyniosą Wam papier i kredki lub klocki Lego, ewentualnie zażądają naleśników 😉 Dzisiejszy artykuł jest trochę bardziej dla tych z Was, które są w ciąży po raz pierwszy.
Drogie Panie, jeśli zastanawiacie się, co zrobić ze swoim czasem na L4, podsuwam Wam dziś garść pomysłów!

ODPOCZYWAJ
Ameryki nie odkryję, jeśli powiem, że na L4 powinno się odpoczywać 😉 Oczywiście, są kobiety, które świetnie się czują, a L4 dostały, bo ich warunki pracy byłyby niebezpieczne dla rozwijającej się ciąży (np. praca w laboratorium chemicznym). Ale nawet te babeczki zachęcam, żeby sobie odpoczęły. Nogi do góry i relaks.

ZADBAJ O ZNAJOMOŚCI
Obojętnie czy jesteś na L4 chodzącym czy leżącym, to fajny czas, by zadbać o przyjaźnie. Jeśli nie dasz rady wyjść z domu, koleżanki zawsze mogą Cię odwiedzić. Jeśli możesz wychodzić, umówcie się czasem na ciacho lub przejdźcie na spacer. W końcu teraz masz na to czas! I na pewno będziesz czuła się bezpieczniej, zażywając świeżego powietrza w czyimś towarzystwie.

PIELĘGNUJ HOBBY LUB…
Zwolnienie lekarskie to idealny czas na rozwijanie pasji, bo masz teraz mnóstwo czasu. Chyba, że Twoja dotychczasowa pasja wymaga aktywności fizycznej lub częstego przebywania poza domem. Wtedy…

… ZNAJDŹ SOBIE NOWE!
A nuż odkryjesz miłość do szydełkowania? Robienia na drutach? Rozwiązywania krzyżówek? Czytania książek? (Choć mam nadzieję, że czytasz 😉 ) Nauki języków? 😉

PRZYGOTUJ SIĘ NA PRZYJŚCIE DZIECKA
Możesz czytać poradniki i wybierać wyposażenie pokoju i elementy wyprawki (jeśli nie stacjonarnie, to online!) – remonty zostaw dumnemu tatusiowi 😉 Chodzenie na zakupy po dziecięce fatałaszki musi być super 🙂 Mnie niestety nie było dane – gdy przyszedł czas na kompletowanie tych wszystkich cudeniek, czułam się już bardzo źle – a potem wylądowałam na patologii ciąży. Zresztą wcześniej też nie miałam siły chodzić na zakupy. Większość rzeczy dla Małego kupiliśmy zatem online.
A poradników nie czytałam. Serio, ani jednego. Jedyna książka tego rodzaju, do której zajrzałam, to „W oczekiwaniu na dziecko” – przekartkowałam ją do rozdziału o piątym miesiącu ciąży, ale, że informacje w niej zawarte były mi dobrze znane, odłożyłam ją na bok.

SNUJ PLANY
Stwórz sobie plan rozwoju zawodowego i osobistego na po ciąży, albo przynajmniej jego szkic. Co chciałabyś osiągnąć? Jak zorganizować na to czas po pojawieniu się dziecka? Teraz jest pora, by się nad tym głowić! 🙂

DBAJ O SIEBIE, CZYLI PAPĘ NA JAPĘ
Nie tylko wizyty u lekarzy, witaminy, badania i odpoczynek – zrób coś przyjemnego! Zrób sobie peeling, maseczkę, pomaluj paznokcie. Jeśli się malujesz, strzel sobie ładny makijaż. Masz na to czas!

ZACZYTAJ SIĘ
Kto Ci broni przeczytać wszystkie te książki, które zbierają kurz na regale? No kto?

SERIALE? SERIO!
Oglądaj, ile wlezie. Nadrób filmy, seriale, programy, które chciałaś obejrzeć, ale wcześniej jakoś nie było czasu.

PIELĘGNUJ ZWIĄZEK
Duża ilość pracy już nie stoi na przeszkodzie, by iść z partnerem na romantyczną kolację lub spędzić całą sobotę, oglądając razem filmy i zajadając popcorn – albo świeżą marchewkę – jeśli akurat wolisz świeżą marchewkę 😉

ACH, ŚPIJ, KOCHANIE
Tak. Po prostu śpij. Zdrzemnij się, ilekroć zamykają Ci się oczy. Drzemka w środku dnia (albo dwie!) to hiperluksus. Skorzystaj z tego!

DO SERCA PRZYTUL PSA, WEŹ NA KOLANA KOTA
Twój futrzasty pieszczoszek będzie zachwycony, widząc Cię codziennie w domu! Jeśli masz kota, uwaga z kuwetą, jej czyszczenie lepiej zostawić innym domownikom 🙂

UCZ SIĘ JĘZYKA OBCEGO
U Matki Poliglotki musiał pojawić się ten punkt. Namawiam Cię do samodzielnej nauki również na L4 – oczywiście pod warunkiem, że masz na to siłę 🙂

Jeśli chcesz uczyć się języków, zapraszam Cię do naszej grupy Matki Poliglotki 🙂

Już niedługo startuje moje pierwsze wyzwanie dotyczące samodzielnej nauki!

Jestem na Instagramie: BLOG, PLANNERY, KOSMETYKI i JEDZENIE 🙂

Podziel się!

Materiały i miejsca do nauki włoskiego na poziomie podstawowym

Jeśli chcesz zacząć uczyć się włoskiego, ale potrzebujesz pomocy przy doborze materiałów, to 1. najpierw odsyłam Cię do TEGO ARTYKUŁU o tym, jak zacząć naukę języka, 2. gdy już się z nim zapoznasz, czytaj dalej – oto kilka pozycji, które Matka Poliglotka sprawdziła na własnej skórze:

  1. Podręcznik podstawowy – zaczęłam od „Włoski raz a dobrze” z wyd. Lingo. Szukałam podręcznika, który faktycznie pozwoli na opanowanie podstaw języka, a nie tylko wspomni o najbardziej przydatnych zwrotach, by zaraz potem zawalić czytelnika potokiem pojedynczych słówek. I znalazłam, bo „Włoski raz a dobrze” zawiera w sobie wszystkie główne tematy i przystępnie wytłumaczoną gramatykę. To wszystko podane w przejrzystej szacie graficznej, która nie świeci masą obrazków. A czcionka jest przyzwoitej wielkości.
  2. Podręcznik do gramatyki #1: Tutaj polecam Wam Gramatykę z wyd. Edgard. Znajdziemy tu gramatykę wytłumaczoną w sposób skuteczny i bezbolesny, a ilość ćwiczeń jest optymalna.
  3. Rozszerzaniu słownictwa idealnie posłuży Repetytorium tematyczno-leksykalne z wyd. Edgard – ciekawe teksty z porcjami słówek + ćwiczenia – czego chcieć więcej?
  4. Bonusik do gramatyki: pierwsza część wspomnianej przeze mnie już serii „Gramatyka w tłumaczeniach” z wyd. Preston Publishing. Cud miód i orzeszki.
  5. Polecam Wam też Testy gramatyczno-leksykalne z wyd. Edgard oraz „Włoski w ćwiczeniach” – z tego drugiego podręcznika co prawda nie korzystałam osobiście, ale używałam go w wersji francuskiej i hiszpańskiej, a jako, że są skonstruowane identycznie, z czystym sumieniem mogę go polecić.
  6. Italiano Automatico – kanał YouTube prowadzony przez młodego Włocha imieniem Alberto – co tu dużo mówić, miał chłopak świetny pomysł, bo zaczął nagrywać filmiki w dwóch prędkościach mówienia – dla początkujących i trochę bardziej zaawansowanych. Bardzo dobrze tłumaczy zagadnienia gramatyczne i niuanse kulturowe, a odkąd w filmikach bierze udział też Nonna, czyli jego babcia, ogląda się jeszcze przyjemniej. Cudowna sprawa!
  7. Learn Italian with Lucrezia – Lucrezia zabiera nas w do świata języka włoskiego w bardzo sympatyczny sposób, warto rzucić okiem 🙂
  8. Oczywiście dobrą pomocą w nauce włoskiego będą konwersacje – zarówno na Skype, jak i na żywo. Osobom z Krakowa – lub bywającym w Krakowie – polecam Italian Meeting, czyli spotkania dla osób chcących ćwiczyć swój włoski w nieformalnej, miłej atmosferze. Kto wie, może kiedyś się tam spotkamy 😉
    Jeśli chcesz zacząć uczyć się języka od podstaw, zapraszam Cię do udziału w naszym pierwszym wyzwaniu w grupie Matki Poliglotki – miejscu, w którym rodzice (i nie tylko) wspierają się w nauce języków i rozwoju 🙂 Wyzwanie startuje już 1. lipca!

    Jestem na Instagramie:
    Matka Poliglotka
    Lipsticks United
    Planner Fever
    Portret Smaku

Podziel się!

Czas na naukę języków (jest zawsze)!

Każdy zna dni, gdy jest tyle spraw do załatwienia, że biega się od rana do wieczora jak przysłowiowy kot z pęcherzem – z obłędem w oczach, prawie gubiąc po drodze głowę (a ile kluczy, parasoli i pomadek do ust ginie w takie dni, tego nikt nie zliczy). Dni, gdy wieczorem pada się na przysłowiowy pysk, i patrząc na miniony dzień myśli się „Jak ja dałam/em radę to wszystko dziś załatwić”.

Gdy jest się rodzicem, takie dni oczywiście też się zdarzają, tyle że dodatkowo z maluchem u boku – a taki maluch wie, kiedy zamienić się w syrenę, zabrudzić trzy pieluszki jedną po drugiej, odpuścić sobie jedną z drzemek i być potem bardzo zmęczonym. Albo bidulek akurat ma gorszy dzień lub źle się czuje. Pomyślisz sobie „Nie ma szans, żebym w takie dni zrobił/a coś z języków”. A guzik prawda!

Poniżej znajdziesz listę 10 aktywności, które możesz wykonywać nawet w te dni, gdy „nie masz na nic czasu”.

1. Słuchanie muzyki.
Włącz w tle piosenki w języku, którego się uczysz. Jeśli robisz coś, co nie wymaga zbyt dużej koncentracji – na przykład walczysz ze stertą prania – możesz poćwiczyć wymowę, śpiewając. Jeśli nie umiesz śpiewać, zawsze możesz potem powiedzieć, że znajomi dali Ci pod opiekę na jeden dzień kota. Albo przeprosić 😉 Wersja dla dzieciatych: pośpiewaj dziecku/z dzieckiem. Potańczcie! A dlaczego nie?

2. Czytaj co Ci wpadnie w ręce.
Etykiety podczas rozpakowywania zakupów. Instrukcję obsługi czegoś, co akurat kupiłaś/eś. Obcojęzyczne ogłoszenia w miejscach publicznych, w których przebywasz. Albo przyniesione ze sobą czasopismo – na przykład w kolejce w banku. 10 minut to dużo.

3. Tłumacz do upadłego.
Nudny wykład albo zebranie w pracy? Taaak, wszystkie zebrania w pracy są ciekawe! 😉 Jeśli akurat zdarzy się moment z informacjami, które akurat Ciebie nie dotyczą, tłumacz w głowie na język obcy słowa osoby mówiącej. Trening czyni mistrza! A czas zleci szybciej. Wersja dla rodziców w kolejce do pediatry: zamiast włączać się do rozmowy o rozszerzaniu diety, próbuj tłumaczyć w myślach to, co mówią inni.

4. Pogadaj sobie!
Stoisz w kolejce w banku i słyszysz, że obcokrajowiec przed Tobą ma problem z uzyskaniem informacji? Pomóż! Odezwij się! Przyjemne z pożytecznym – przy okazji pracujesz nad zlikwidowaniem bariery w mówieniu (o ile jeszcze ją masz!).

5. Próbuj myśleć w języku obcym.
Zamiast myśleć „Muszę wyprać ubrania” (nie wiem, co ja mam z tymi ubraniami  – ale przykładów z nimi pewnie trafi się jeszcze sporo 😉 ), pomyśl to samo w języku, którego się uczysz. W zależności od poziomu biegłości możesz dodać „Lubię te spodnie”,  „Pamiętam, jak tania była ta bluzka” albo „O @!#$%^, znowu plama, a mówiłam, żeby uważał, jak je coś z sosem!” 😉

6. Research, baby, research
Potrzebujesz informacji na jakiś temat? Wpisz w wyszukiwarkę hasło w języku obcym i zapoznaj się z wynikami. Proste? Proste!

7. Wykorzystuj każdą szansę
Jesteś na spotkaniu w restauracji czy kawiarni, której właściciel/kelner/ktokolwiek jest obcokrajowcem? Złóż zamówienie lub podziękuj za sprawną organizację/rezerwację w języku, którego się uczysz.

8. Pokaż mi, mamo/tato
Jesteś z dzieckiem na spacerze i tłumaczysz albo pokazujesz „Ptaszek, zobacz, jak wysoko leci”, „Wczoraj padał deszcz i było zimno, dlatego musieliśmy zostać w domu, ale dziś jest piękna pogoda i spacerujemy”? Potem w myślach przetłumacz te zdania.

9. Planuj!
Kto Ci zabroni prowadzić kalendarz/planner w języku obcym? No kto?

10. Instagram
Prowadzisz firmowy/blogowy Instagram? Dodawaj opisy zdjęć nie tylko po polsku. Trening + zwiększenie publiki w jednym!

A Ty jakie masz sposoby na ćwiczenie języka, gdy pozornie nie masz czasu lub faktycznie masz go bardzo mało? 😉

Dołącz do mojej grupy FB, już niedługo pierwsze wyzwanie językowe: nauka nowego języka!


A TU jest mój fanpage, gdyby przyszła Ci ochota polubić 😉

Jestem na Instagramie: konto BLOGA, konto poświęcone PLANOWANIU, konto z JEDZONKIEM i najświeższe konto poświęcone KOSMETYKOM 😉 Tak, lubię Instagram 😉

Podziel się!

Związek z obcokrajowcem a nauka języka

Opowiem Ci dziś o tym, jak się ma związek z obcokrajowcem do nauki danego języka obcego.

Generalnie opcje są dwie: może się mieć nijak, a może mieć duży związek. Opcje pośrednie zdarzają się raczej rzadko.

JEŚLI MA SIĘ NIJAK…
Załóżmy, że jesteś w związku z, dajmy na to, Hiszpanem. Paellę opierniczysz, no bo przecież chłop dobrze gotuje. Alvaro Soler słychać na bieżąco, i gdyby nie to, że nie jesteś z gumy, a po ostatnich zajęciach zumby coś Ci strzyknęło w prawym biodrze, latałabyś na nie codziennie. Wiesz dużo o kulturze Hiszpanii, i samo brzmienie języka bardzo Ci się podoba, ba! nawet przemknęło Ci przez myśl, żeby się go uczyć. Ale się nie uczysz.

… TO DUŻO TRACISZ!

Oto zbiór moich mniej lub bardziej poważnych przemyśleń w temacie związków i nauki języka obcego.

Jak już masz tego native’a w domu i uczysz się jego języka ojczystego, to:

1. TWOJA ZNAJOMOŚĆ JĘZYKA SZYBKO SIĘ POGŁĘBIA
Proste i logiczne. Twoja druga połowa prędzej czy później zacznie używać w Twojej obecności bardziej złożonych zdań i zaawansowanych konstrukcji gramatycznych. O idiomach i powiedzonkach nie wspomnę. Pozostaje otworzyć uszy. Bylebyś się pilnowała, żeby nie wylecieć do (przyszłych) teściów lub, co gorsza, młodszych członków rodziny, z jakimś niecenzuralnym tekstem. Bo takich też się nauczysz. Albo mimochodem, albo całkiem celowo. Ja jestem w tej drugiej grupie. Mąż myślał, że w pierwszej. I choć zawsze zwracamy się do siebie z szacunkiem, okazało się, że potrafię już puścić po włosku całkiem niezłej jakości wiązankę. Mina męża bezcenna.

2. MASZ KOGO ZAPYTAĆ, GDY BRAKNIE CI SŁÓWKA
Taki chodzący słownik, nie? I do tego wszystko tłumaczy z przyjemnością, a nie z musu.

3. MASZ KOGO POPROSIĆ O POMOC
Ale że co? Że się wstydzisz? Z założenia Twój wybranek to najbliższa Ci osoba. Możesz zapytać o rzeczy, które wydają Ci się bardzo podstawowe. A nawet jeśli faktycznie takie są, to co z tego?

4. MOŻECIE OBEJRZEĆ WSPÓLNIE FILM
Bez szukania wersji z napisami. I to jest super!

5. BYWA ZABAWNIE. A NAWET BARDZO ZABAWNIE
Zaczynając od false friends, a na ciętych ripostach kończąc – jest wesoło, a przecież chyba o to chodzi, prawda? 🙂

6. MOŻE NA BIEŻĄCO POPRAWIAĆ TWOJE BŁĘDY
Oczywiście, jeśli o to poprosisz. Albo też, jeśli nie poprosisz. Czasem dla żartu może poprawiać dosłownie wszystko, i wtedy w zależności od ilości dystansu, jaki masz do siebie, może być mniej lub bardziej wesoło. Miejmy nadzieję, że bardziej.

7. WIĘŹ JEST SILNIEJSZA
Nic tak nie zbliża ludzi, jak znajomość rodzimego języka rozmówcy. No chyba, że Nokia. Ale jednak jestem zdania, że nie aż tak 😉 Widzę to po nas, odkąd praktycznie nie używamy angielskiego (czyli od dłuższego czasu), komunikacja dużo zyskała.

8. SZYBKO ZACZNIESZ MYŚLEĆ W JĘZYKU OBCYM
Serio. I nie mam tu na myśli automatycznego przypomnienia w myślach „Muszę kupić chleb”. Gdy będziesz dużo rozmawiać, w pewnym momencie zorientujesz się, że myślisz w Jego języku. Cudownie!

Jeśli jesteś w związku z obcokrajowcem i jego język ojczysty nie przypadł Ci do gustu i nie chcesz się uczyć – rozumiem. Jeżeli natomiast masz naukę w planach, albo już zaczęłaś, ale „cośtam” – weź się do roboty, kobieto, bo sporo tracisz.

Zapraszam Cię na wyzwanie językowe, które odbędzie się 1-7.lipca w mojej grupie na FB Matki Poliglotki i będzie dotyczyć nauki nowego języka od podstaw. Jeśli potrzebujesz wsparcia  lub nie wiesz, jak zacząć, koniecznie do nas dołącz!

Podziel się!

Jak organizować czas na naukę przy malutkim dziecku?

Postanowiłaś już, że nie chcesz być jak Krysia (po wyjaśnienie odsyłam Cię do ostatniego postu) – to świetnie! Pora zorganizować czas na naukę. Wbrew pozorom to nie takie trudne. Pod spodem znajdziesz wskazówki, które można odnieść do wielu innych czynności, nie tylko do nauki.

1. Najpierw zorientuj się, kiedy uczy Ci się najlepiej. Kiedy już wyczujesz, w których momentach dnia zamieniasz się w intelektualną torpedę, weź te chwile na celownik. Idealnie byłoby, gdyby te bloki czasowe zgadzały się z porami snu Twojego dziecka. I na pewno tak jest, jeśli masz wyjątkowe szczęście. A przypuszczam, że nie masz, i w chwili, gdy pociecha zapada w sen, Twój mózg, delikatnie mówiąc, nie jest w stanie pracować bardzo wydajnie 😉
Jeżeli nie masz możliwości uczyć się w najbardziej komfortowych dla Ciebie porach, nic straconego. Znajdź inne. I postaraj się ich trzymać, bo gdy wyrobisz sobie nawyk, będzie Ci łatwiej się skupić.
Nasz wiekowy sąsiad ma beagle’a. Beagle codziennie dostosowuje swój rytm chodzenia do tempa starszego Pana. Ale gdy syn sąsiada zabiera psiaka wieczorem na spacer i spuszcza go ze smyczy, kreatura wypada radośnie z klatki jak pocisk i biegnie ile sił w łapach, które odskakują mu jak królikowi. Tak masz zasuwać do materiałów, gdy ktoś akurat zajmuje się dzieckiem w czasie, gdy łatwo Ci się skupić. Zostaw to pranie. Nawet nie myśl o prasowaniu. Najlepiej przygotuj sobie wcześniej cokolwiek, z czego korzystasz, i od razu usiądź do nauki.

2. Nie lekceważ potęgi dziesięciu minut. Może Ci się wydawać, że to mało czasu. No właśnie, wydaje Ci się. A teraz weź podręcznik, włącz stoper i zobacz, ile możesz zdziałać w tak pozornie krótkim czasie.

3. Ustal priorytety. Podczas gdy Twój bobasek ucina sobie drzemkę w kolejce do pediatry, naprawdę masz ochotę wysłuchiwać, ile i jakie kupki robią dzieci innych rodziców? Nie? No to zabierz się chociaż za powtórkę materiału. A próbujących zagadać Cię ludzi zwyczajnie przeproś.

4. Planuj naukę. Tak, planuj. Już wiesz z jednego z wcześniejszych artykułów, że się da. Zatem teraz Twoja kolej. Jak nie zaplanujesz, nic nie zrobisz. Przemyśl, w które dni chcesz się uczyć danego języka i rozpisz związane z tym aktywności. Zastanów się, ile czasu potrzebujesz. Na pewno go znajdziesz.

5. Doceń poranki i wieczory. Jasne, że czasem pewnie padasz na twarz, ale skoro po porannej pobudce zafundowanej przez dziecię i tak już się nie wyśpisz, spędź ten czas w produktywny sposób. A wieczorem? Jest zwyczajnie spokojniej 🙂

6. Angażuj ojca dziecka. Niby to oczywiste, ale życie pokazuje, że jednak nie dla wszystkich. Jeśli on może po pracy rozwijać swoje zainteresowania i relaksować się, Ty też możesz poświęcać czas na to, na czym Ci zależy. I nie daj sobie komukolwiek wmówić, że przecież on pracuje na etacie, to musi to czy tamto. Ty też masz swoje obowiązki i prawo do odpoczynku i swojego hobby. Jeśli nie bardzo dociera, po prostu ucz się poza domem. Wyjdź na kawę albo na spacer.

7. Rozejrzyj się dookoła. Może gdzieś blisko mieszka mama, z którą mogłabyś się umawiać na wymianę językową? Wybierzcie się razem na spacer z dziećmi, na przykład dwa razy w tygodniu. I rozmawiajcie. W tym przypadku rozmowa o kupkach może być bardziej interesująca, a nawet wyjdzie Ci na dobre 😉

W jednym z następnych postów podrzucę Ci pomysły na to, jak pielęgnować znajomość języka w te dni, gdy masz faktycznie mniej czasu. Tymczasem zapraszam Cię do grupy Matki Poliglotki na Facebooku – stwórzmy społeczność uczących i rozwijających się rodziców (tak tak, panowie też są mile widziani 😉 )!

Jeśli masz Instagram, jestem TU! 🙂

Podziel się!

Matka Polka zapuszczona, czyli życzenia na Dzień Matki

Po urodzeniu dziecka (lub, co gorsza, nawet przed) u wielu kobiet pojawia się niepokojący mechanizm: zapominają, jakimi kobietami były wcześniej.

Nadajmy naszej dzisiejszej bohaterce imię Krysia. Zatem opowiem Ci o Krysi.

Krysia przed ciążą była bardzo zadbaną kobitką. Zawsze umyte i ułożone włosy, przeważnie też makijaż – czasem mniej, czasem więcej, ale generalnie lubiły się ze szminką.
Teraz, po urodzeniu dziecka  prędzej pomyliłaby szczoteczkę od tuszu ze szczoteczką do zębów. Włosy myła ostatnio w piąt… nie, czekaj, to chyba był wtorek. Taka fryzura ma swoje plusy, można w niej zaczepić kilka przedmiotów i żaden nie wypadnie. Jeśli Krysia będzie mieć szczęście, to się nawet przyklei. No wiem, że fuj.

Krysia przed ciążą zwracała uwagę na to czy jej ubrania są czyste.
Teraz zastanawia się „Zupka czy soczek?” i po krótkiej chwili namysłu decyduje, że jednak soczek, i że może ubrać tę bluzkę, idzie przecież tylko z dzieckiem na spacer. Wersja dla matek dzieci przed rozszerzeniem diety: „Ulało się czy się odbarwiło?”

Krysia przed ciążą śmiała się z pieszczotliwych żartów męża na temat sadełka.
Teraz staje przed lustrem, patrzy na siebie z niesmakiem i mówi „Co za ohyda”.

Krysia przed ciążą mówiła „piersi” albo „biust”.
Teraz mówi „cyce”.

Krysia przed ciążą lubiła czytać książki.
Teraz też czyta, ale tylko takie z grubymi, sztywnymi kartami.

Krysia przed ciążą planowała zrobić certyfikat z języka obcego.
Teraz podręczniki leżą na półce. Bardzo tęsknią za Krysią.

Kobieto, która to czytasz – matko, która to czytasz – proszę, nie przestawaj dbać o siebie, gdy Twoja pociecha pojawi się na świecie.
Nie przestawaj robić rzeczy, które lubiłaś, nosić ciuchów, które lubiłaś, robić makijażu, jeśli go robiłaś.
Nie trać szacunku do własnego ciała. Nie jesteś „tłusta” ani „potrzaskana” rozstępami. Piersi to dalej piersi, nie „cyce” i nie „mleczarnia”. To normalne, że ciało kobiety zmienia się w ciąży – mniej lub bardziej. Ale nie obrażaj siebie samej – w końcu nie chciałabyś usłyszeć od nikogo czegoś takiego.

Nie przestawaj się rozwijać. Dla wielu matek narodziny dziecka to ogromna rewolucja – jeśli jest tak i w Twoim przypadku, to bardzo Cię proszę, gdy już uda Ci się okrzepnąć po pierwszych kilku tygodniach, wyjrzyj zza stosu pieluszek i butelek i zobacz, że Twoje zainteresowania czekają na Ciebie. Wróć do nich stopniowo – może w skromniejszym wydaniu – ale wróć.

I przede wszystkim nie daj sobie wmówić, że nie dasz rady. Że teraz to już możesz zapomnieć o wytuszowaniu rzęs/pomalowaniu paznokci/obcięciu włosów/czytaniu książek/oglądaniu filmów. Że możesz zapomnieć o wypiciu ciepłej kawy do momentu, w którym Twoje dziecko będzie mieć piętnaście lat. Że teraz to się nigdzie nie ruszysz, możesz zapomnieć o wyjściach ze znajomymi. Że nie będziecie mieć z partnerem/mężem tyle czasu dla siebie, co wcześniej. Że bliskość będziecie mieć teraz tylko we wspomnieniach.

Być może Twój rozmówca lub rozmówczyni mieli inną sytuację, dziecko o zwiększonej potrzebie uwagi lub ich dziecko jest/było na coś chore – albo ze swojej własnej winy zawalili kilka kwestii już na samym początku życia dziecka, i potem nie ogarnęli ich z powrotem. Bo niestety, ale wychowanie zaczyna się od pierwszego dnia życia. Nie po trzech czy sześciu miesiącach.
Cokolwiek przytrafiło się córce sąsiada siostry szwagra – to nie znaczy, że w Twoim przypadku też tak będzie.

Z okazji Dnia Matki życzę Tobie i sobie, żeby macierzyństwo i codzienność były dokładnie takie, jakich byśmy chciały. I żebyśmy potrafiły osładzać sobie te trochę bardziej gorzkie dni.

Czasem nie ma możliwości wypić od razu ciepłej kawy – ale od czego są kubki termiczne?
Szczęśliwa Mama to szczęśliwe Dziecko, pamiętaj 🙂

Artykuł wjeżdża na blog z opóźnieniem – mieliśmy mały pobyt w szpitalu i choć Matka Poliglotka miała czas, to nie miała głowy 😉

Zostań jedną z Matek Poliglotek – dołącz do mojej grupy na FB, by wspólnie wspierać się w nauce języków i rozwoju! Da się! 🙂

Znajdziesz mnie też na INSTAGRAMIE 😉

Podziel się!

Matki Poliglotki – grupa FB – nauka języków obcych (nie tylko) dla kobiet

Informacja z ostatniej chwili 😉

Utworzyłam na Facebooku grupę Matki Poliglotki – będziemy tam wspierać się nawzajem w nauce języków i rozwoju. Choć grupa jest dedykowana głównie matkom, bo to one najczęściej narzekają na brak czasu i systematyczności w nauce, wszyscy są mile widziani 🙂
Jako filolog, samouk i mama chcę Wam pomóc w samodzielnej nauce i rozwoju – i chcę, byście i Wy pomagały i sobie i mnie w utrzymaniu systematyczności.
W planach mam porady, sesje Q&A, wyzwania, live’y i wiele innych. Będzie się działo!

Od dziś jestem też na FACEBOOKU – fanpage powoli będzie się rozkręcał, pokazując Wam różności na temat nauki języków i rozwoju – i oczywiście będą się tam pojawiać zajawki nowych postów na blogu. Najbliższy już jutro! Do przeczytania! 🙂

INSTAGRAM

Podziel się!

Organizacja czasu przy maleńkim dziecku

Zanim urodził się nasz syn, słyszałam od wielu osób uwagi dotyczące różnych aspektów życia po pojawieniu się dziecka. Jako, że w zasadzie nie rozstaję się z plannerem (w dodatku dekorowanym, o zgrozo!), na pierwszy ogień poszedł temat planowania i organizacji czasu. Oto kilka perełek, które usłyszałam:
„Jak się dziecko urodzi, już nic sobie nie zaplanujesz”
„Skończy się planowanie”
„Poczekaj, nie będziesz mieć czasu na te naklejki i kolory”
„Można sobie planować, jak się nie ma dzieci, bo potem nie ma czasu nawet zjeść!”

Mam wymieniać dalej? Szkoda mi czasu na przytaczanie większej ilości tego typu bzdur 🙂 Wtedy pozwalałam, by rozmówczyni (bo zazwyczaj to kobiety mówią takie rzeczy) dokończyła i uprzejmie kiwałam głową, a potem mówiłam „Mam nadzieję, że będę mieć czas, to się zweryfikuje”.
I całe szczęście, że nie uwierzyłam w ani jedno słowo. Myślałam sobie, że przecież skoro wokół pełno jest kobiet, które mają dzieci, a są aktywne zawodowo i rozwijają swoje pasje, to chyba nie jest to niemożliwe – tym bardziej, że będąc na macierzyńskim się nie pracuje, więc ten aspekt chwilowo odpada.

 

Mój mąż wrócił do pracy, gdy Mały miał cztery tygodnie, i tak jak przypuszczałam, żadne z powyższych stwierdzeń nie okazało się prawdziwe. Oto garść moich wniosków z ostatnich dwóch tygodni, gdy mniej więcej w godzinach 7:30-17:00 jestem w domu z dzieckiem 🙂

DOPASUJ SIĘ DO RYTMU DNIA DZIECKA

Zamiast irytować się, że wcześniej o danej porze robiło się coś innego, trzeba się trochę dostosować, i zaplanować aktywności wymagające skupienia (np. naukę, pisanie postów na blog, etc.) na czas drzemek bobasa. W jaki sposób to zrobić? Wiadomo, że godzin można domyślić się w przybliżeniu, ale nie ma sensu planować w ten sposób. Wystarczy wziąć kartkę i napisać „drzemka 1 – post na blog”, „drzemka 2 – nauka włoskiego” itp. Chodzi o to, że jak nie wiesz, co masz do zrobienia, albo tego nie ogarniesz, to w końcu nie zrobisz nic.

WYKORZYSTUJ KRÓTKIE CHWILE

Jeśli już wiesz, że Twoja pociecha czasem marudzi, zanim mocno zaśnie po jedzeniu, wykorzystaj czas między odłożeniem malucha do łóżeczka a pierwszym (lub drugim) kwileniem do zrobienia czegoś, co nie wymaga koncentracji. Na przykład wrzuć pranie do pralki. Tylko nie zapomnij włączyć 😉 Wybierz coś takiego, co można zrobić szybko na wypadek, gdyby mały człowiek zaczął Cię wołać. Masz dwie korzyści: wykonałaś jakieś minizadanie i nie rozwlekłaś jakiegoś większego. W tej sytuacji nie ma nic gorszego, niż wykonana byle jak czynność wymagająca większego skupienia.

MAMA-TASKING

Czyli wielozadaniowość w wykonaniu matek – każdy chyba widział grafiki, na których matka ma dziesięć rąk i ogarnia naraz cały wszechświat 😉 Tak się nie da. Ale da się połączyć ze sobą drobne czynności. Na przykład gotujesz sos, a między jednym przemieszaniem a drugim myjesz butelki/naczynia. Unikniesz wtedy bezsensownego stania przy kuchence i późniejszego stwierdzenia „O matko, jeszcze gary”.

OD ZOSI-SAMOSI…

Chcesz wszystko w domu zrobić sama? Jasne, że się da, ale możesz podzielić się obowiązkami z ojcem dziecka – w końcu mieszkacie tam oboje 😉 Jeśli jesteś perfekcjonistką, to jest duże prawdopodobieństwo, że w krótkim czasie staniesz się wiecznie wściekła i sfrustrowana, gdy kolejny raz nie zdążysz wyprasować wszystkich ubrań 😉 Jeśli trafił Ci się za męża logicznie myślący egzemplarz, sam zabierze się do prac domowych. Jeśli nie, będziesz musiała poprosić o pomoc. Jeżeli natomiast Twój wybranek nie ma zamiaru Ci pomagać, to bardzo mi przykro i 1) Czy w wersji demo też taki był czy stał się taki dopiero później? 2) Nie rób tego, o co go prosisz. Jak raz przejdzie Skarpetkowym Szlakiem do Pralkowych Wierchów i przekona się, że pralka jednak sama się nie włącza, a ciuchy same nie piorą, powinien zmienić podejście.

…DO MATKI-MĘCZENNICY

Gdybyś jednak zdecydowała się nie włączać w prace domowe swojej drugiej połówki, to wyświadcz światu przysługę i nie jęcz, że musisz wszystko robić sama, że wszystko na Twojej głowie, bez Ciebie ten dom byłby chlewem, a tak w ogóle to oddychasz rękawami. Sama będziesz sobie winna. I nie rób z męża niedojdy, która ma dwie lewe ręce (swoją drogą jako leworęczna powinnam się za to powiedzenie obrazić 😉 Nawet, jeśli weźmie się za coś, czego wcześniej nie robił, i nie zrobi tego tak dobrze czy dokładnie, jak zrobiłabyś to Ty, nie krytykuj – pokaż, jak. I, na miłość boską, nie trać czasu na poprawianie! Od krzywo złożonego prania jeszcze nikt nie umarł.

NA SPACEREK, NA SŁONECZKO I WIATEREK

Jeśli jesteś bardzo społeczną jednostką, a całą ciążę źle się czułaś i musiałaś siedzieć w czterech ścianach na czterech literach, możesz wykorzystać spacery z maluchem do pielęgnowania starych znajomości lub zawierania nowych (najczęściej z innymi matkami). Jeśli jesteś bardzo społeczną jednostką, która chce wykorzystać urlop macierzyński jako czas opieki nad dzieckiem połączonej z własnym szeroko pojętym rozwojem – na spacer zabierz książkę, gazetę, podręcznik do nauki języka, mp3 z wgranymi podcastami i połącz jedno z drugim. A jeśli, tak jak ja, stanowisz mieszankę tych dwóch typów, nie wyrzucaj sobie, że czasem zrezygnujesz z pogawędki o nowych pampersach na rzecz kolejnego rozdziału audiobooka. Równowaga w przyrodzie musi być, pamiętaj 😉


Wiem, że Ameryki tym wpisem nie odkryłam – ale z drugiej strony widzę, jak wiele jest mam, które bardzo się gubią w zmienionej rzeczywistości i mam nadzieję, że skorzystają z tych wskazówek i nie uwierzą w to, co czasem mówią ludzie. Oczywiście, rzecz pewnie ma się nieco inaczej przy dziecku, które ma problemy zdrowotne – ale wierzę, że każda mama da radę choć w jakimś stopniu zapanować nad swoim dniem, i tego Ci życzę 🙂

A może masz jakieś swoje patenty na organizację czasu przy małym człowieczku?

Jestem na INSTAGRAMIE – zobacz kadry z mojej codzienności, w której życie rodzinne łączę między innymi z nauką języków obcych!

Podziel się!