Nauka niemieckiego – moja (krótka) historia

Myślę, że każdy, kto uczy się języków obcych, ma w pamięci jeden, dwa, lub kilka języków, z którymi miał kiedyś do czynienia, ale później nastąpiła przerwa. Wśród moich języków jednym z takich właśnie jest niemiecki. Dziś krótko o nim.

SZKOŁA

Uczyłam się niemieckiego w szkole, w wieku 13-15 lat. Pierwszy rok był t r a g i c z n y, umieliśmy się tylko przedstawić i podać nazwy kilku państw. Może jeszcze parę innych słówek, ale to by było na tyle. Pozostałe dwa lata spędziliśmy na lekcjach niemieckiego prowadzonych przez bardzo kompetentną i przemiłą (nową) nauczycielkę – ten czas wspominam bardzo pozytywnie. Praktycznie samo wchodziło mi do głowy. Co stało się potem?
Potem przyszło liceum, gdzie w wybranym przeze mnie profilu klasy drugim obowiązkowym językiem obcym była łacina. Nie żałuję, że się jej uczyłam. To piękny język, i niesamowicie ułatwił mi dalszą (samodzielną) naukę języków. Niemiecki natomiast przepadł. Z braku czasu, i częściowo też z braku chęci, bo odkąd pamiętam, miałam z tym językiem…

LOVE-HATE RELATIONSHIP

Były miesiące, gdy myślałam „To taki ładny język, brzmi elegancko!”. Były też miesiące, i całe lata, pod hasłem „W życiu! Ble!” – i tak w kółko, wstyd się przyznać, ale jak ja się nie przyznam, to kto? Mimo łatwości w przyswajaniu języków, mimo pasji, którą mam. Cóż, bywa. Teraz się to zmieniło, i od kilku miesięcy myślałam intensywnie nad powrotem do nauki. W lipcu nadarzyła się ku temu idealna okazja.

A MOŻE NAD MORZE

Z tygodnia na tydzień zdecydowaliśmy się na wyjazd nad morze, żeby odwiedzić moją przyjaciółkę (która, nawiasem mówiąc, nie chce się uczyć niemieckiego, i krzyczy wniebogłosy, gdy tylko o nim słyszy, i którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam 😉 ). Chcieliśmy też wyskoczyć na chwilę do Niemiec, więc postanowiłam przypomnieć sobie podstawy, żeby móc się porozumieć. W rezultacie miałam na to osiem dni, i tak powstała rozpiska, którą w przypływie weny zatytułowałam „German STR8”.


W ROLACH GŁÓWNYCH

  • podręcznik „Niemiecki nie gryzie” wydawnictwa Edgard
  • podręcznik „Niemiecki w tłumaczeniach 1” wydawnictwa Preston Publishing
  • zeszyt A5 w linie

 

I CO Z TEGO WYSZŁO?

Niewiele pod względem realizacji rozpiski. Przemęczona po całym roku pracy – której miałam jeszcze więcej w ostatnich dwóch miesiącach przed wyjazdem – nie byłam w stanie skupić się tak, jak bym tego chciała. Postanowiłam więc się nie zmuszać, i powtórzyłam tyle, ile się dało – czyli pół podręcznika Edgard i kilka rozdziałów z Prestona.
Natomiast, co faktycznie wyszło, to przypomnienie sobie podstaw w błyskawicznym tempie, co pozwoliło mi na bezproblemowe porozumienie się z napotkanymi osobami. Oczywiście w podstawowych kwestiach, ale zawsze! Byłam i jestem z siebie dumna.

Nie dajcie sobie wmówić, że mały krok to mało. To bardzo dużo, bo pozwala przekonać się, że dacie sobie radę, i zweryfikować czy chcecie wykonać następny. A ja chcę, i wiem, że to nie koniec mojej przygody z niemieckim 🙂

Podziel się!

2 thoughts on “Nauka niemieckiego – moja (krótka) historia

  1. Poczułam się wywołana do tablicy :). To prawda, nie lubię niemieckiego. Jest to zapewne spowodowane tym że nie trafiłam na fajnego nauczyciela który umiałby przekonać mnie do nauki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.